Wprawdzie do uprawy pomidorów w gruncie bez oprysków jestem nastawiony sceptycznie, ale od dłuższego czasu śledzę ten temat i mam trochę obserwacji i przemyśleń – takich naukowo-zdroworozsądkowo-praktycznych.
Jak wiadomo zarodniki zarazy ziemniaczanej (ZZ) mogą dotrzeć do pomidora na kilka sposobów:
– z powietrza;
– ziemi (zakopane pozostałości chorych roślin z wcześniejszych lat, skażony obornik, kompost);
– z wodą (z rośliny na roślinę, jeśli na siebie nachodzą; lub też kiedy kropla z zarodnikami z jednej rośliny, spada na suchą ziemię, odbija się od niej i trafia na inną roślinę);
– prawdopodobnie również poprzez ręce ogrodnika, który np. usuwa najpierw chore liście jednej rośliny a następnie usuwa zdrowe wilki na drugiej;
– poprzez sadzonki z kiepskiego źródła – np. kupując od nastawionych na szybki zysk producentów, którzy uprawiają pomidory od lat w tej samej, często skażonej ziemi. Sam od dwóch lat obserwuję gościa, który na targu sprzedaje zarażone alternariozą sadzonki, a osobom zgłaszającym obiekcje mówi, że to naturalne zmiany wynikające z rozwoju rośliny.
– paliki z poprzednich lat z zarodnikami grzyba, być może także niezdezynfekowane narzędzia ogrodnicze.
Miejsce uprawy
Różne źródła podają to trochę różnie, ale najczęściej spotyka się, że zarodnik ZZ żyje w ziemi (również w kompoście) 3-4 lata. Czyli najlepiej byłoby nie uprawiać pomidorów w tym samym miejscu częściej niż co 3-4 lata.
Dobrze byłoby gdyby miejsce uprawy było możliwie oddalone od innych upraw, które atakuje ZZ – czyli od wczesnych ziemniaków (i w ogóle ziemniaków), innych plantacji pomidorów.
Prawdopodobnie nie zaszkodziłoby, gdyby z kierunku, z którego najczęściej w lecie wieje wiatr plantacja była osłonięta. Może to być żywopłot, wysoko i zwarto rosnące rośliny jednoroczne.
Jednocześnie miejsce uprawy powinno być maksymalnie nasłonecznione i przewiewne. Tak by rośliny nagrzewały się do możliwie wysokich temperatur (ZZ nie lubi upałów) i możliwie szybko schły po deszczu.
Wybór sadzonek i wielkość plantacji
Warto skoncentrować się na odmianach o dużej tolerancji na ZZ i unikać tych o b. małej tolerancji. O odmianach z dużą tolerancją na ZZ pisze pomodoro:
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/5...idorow-na-sezon-2013
Zagrożenie ZZ w różnych rejonach kraju następuje w różnych miesiącach. Są rejony gdzie komunikaty PIORIN sygnalizują zagrożenie dopiero w lipcu. Na tych obszarach dobrym rozwiązaniem byłoby możliwie wczesne sadzenie wczesnych odmian. Wówczas pierwsze zbiory nastąpią przed ew. pojawieniem się ZZ.
Dobrze byłoby, aby wysadzone pomidory były na tyle od siebie oddalone, by nie dotykały się gałęziami.
Na zdrowy rozsądek, uwzględniając rachunek prawdopodobieństwa, zarodniki ZZ z powietrza prędzej trafią na krzak o wysokości 2,4 m niż na 80-centymetrowy. Z tego powodu rośliny mniej silnie rosnące powinny być na nią mniej narażone. Podobnie powinno być z wielkością plantacji. Przy innych warunkach niezmienionych, ZZ prędzej rozwinie się na hektarowej plantacji niż na 30-sadzonkowej. Dlatego wydaje się ważne ograniczanie ilości wysadzanych sztuk i koncentrowanie się na utrzymaniu ich jakości.
Najprawdopodobniej ze względu na powyższe sukcesami w uprawie pomidorów w gruncie, bez chemicznych oprysków, często chwalą się posiadacze kilku lub jednej sadzonki.
Pogoda
Na to nie mamy wpływu, ale gorące i suche lato bardziej sprzyja pomidorom, niż chłodne i deszczowe. Dlatego techniki uprawy stosowane w pierwszym przypadku mogą się nie sprawdzić w sytuacji, gdy deszcz leje przez 1,5 miesiąca z krótkimi przerwami (tak było w roku 2010).
Nawożenie i pielęgnacja roślin
Ważne jest by stworzyć roślinie warunki zbliżone do idealnych. Wówczas, gdy nawet zostanie ona zaatakowana przez grzyba, będzie na tyle silna by obronić się lub dłużej bronić się przed jego działaniem. Dlatego tak ważne jest optymalne nawożenie i nawadnianie (wodę lejemy tylko pod korzenie).
Plantacja pomidorów powinna być stale monitorowana. Jak twierdzi pomodoro nie rzadziej niż co dwa dni trzeba uważnie przyjrzeć się wszystkim roślinom. Należy natychmiast usuwać i palić chore części roślin i całe poważniej zainfekowane krzaki.
Należy usuwać wilki i zbędne gałęzie, tak by powierzchnia na „zaczepienie się” zarodnika była możliwie mała i aby roślina możliwie szybko schła i maksymalnie się nagrzewała.
Opryski
To prawdopodobnie najważniejsza kwestia. Czego byśmy nie robili, w okresach niesprzyjającej pogody zarodniki ZZ z bardzo dużym prawdopodobieństwem na roślinę trafią. Oprysk ma chronić przed możliwością rozwoju grzyba lub zwalczyć chorobę już postępującą. Takie możliwości dają środki chemiczne (choć też nie zawsze i nie wszędzie – producenci tych najlepszych piszą o skuteczności na poziomie 95%). Najważniejsze pytanie brzmi – czy wykorzystując substancje naturalne można osiągnąć zbliżony efekt? Czy środki naturalne mogą tak osłaniać liście i łodygę, by ZZ nie mogła się rozwinąć? Czy mogą być na tyle toksyczne dla grzyba i nietoksyczne dla rośliny, by zniszczyć rozwijającą się grzybnię?
Wg mnie w trudnych warunkach pogodowych – nie.
Pozostałe czynniki
Choć nie stosowałem uprawy z wykorzystaniem kalendarza biodynamicznego (w tym roku spróbuję) liczne osoby podkreślają dobroczynny wpływ tej metody na rośliny, w tym pomidory.
I ostatnia kwestia. Są osoby, które mają tzw. dobrą rękę do roślin. Wynika to zapewne z talentu, zamiłowania i doświadczenia. Niektórzy z nich to wprost „zaklinacze pomidorów”, którym wszystko się udaje. Tylko, czy to, co oni uzyskują można prosto przełożyć na prace „zwykłych śmiertelników”. To chyba trochę tak, jakby będąc posiadaczem piłki nożnej chcieć zrobić z nią to samo co Leo Messi.