Witajcie ponownie
Nie będę przedłużać wstępu, ale gdyby ktoś chciał poczytać ogólnie o wystawie i wcześniejsze relacje to zapraszam: Chelsea 2014 i Chelsea 2015
Pogoda nas nieestety tradycyjnie nie rozpieszczała - było ziiiiiiimnooo....Zmarzłam okrutnie w moim cienkim płaszczyku, choć emocje grzały od środka
Było pewnie nie więcej niż 15 stopni i wiało więc lejdis spacerowały w futerkach i skórzanych rękawiczkach, a przy stoiskach Laurent Perrier i Pimmsa świeciło pustkami
Niestety było też bardzo pochmurno, więc jakość zdjęć niestety nie najlepsza.
Pierwsze kroki na wystawie Chelsea Flower Show skierowaliśmy zwyczajowo już do Artisan Gardens, czyli alejki małych ogrodów artystycznych.
Ogród stworzony we współpracy z fundacją ASDA miał na celu pokazać ogród oczami pacjenta hospicjum i uświadomić szczególną wrażliwość na piękno ludzi przewlekle chorych, dla których fragment zieleni wokól szpitala może mieć zbawienny wpływ w długotrwałej terapii.
Ogród został zaprojektowany na wzór szpitalnej sali, z centralnie usytuowanym łóżkiem (metalowym, na kółeczkach) typowym dla takich miejsc, wyścielonym mchem. Gdyby nie szpitalny anturaż, spodziewałabym się zastać na tym łożu księżniczkę elfów
Ramy ogrodu od frontu tworzą fragmenty "ścian" z oknami (jest nawet kontakt i włącznik światła przy wejściu! , a tył tej szpitalnej sali osadzony jest w roślinności parku Chelsea.
Autorką dekoracji florystycznych w formie żywej tkaniny utkanej kwiatami jest Alison Doxey. Tkanina utkana została z 15 metrów kwiatów, pędów i liści.
Atmosferę ogrodu tworzą niwątpliwie wielopienne brzozy czarne, leśne nasadzenia pod nimi z brunnerami, anemonami, konwaliami szafirkami i innymi cebulowymi. Wzrok przykuwa architektoniczna kalina Mariesii, która niemal świeci na tle ekranu z cisa.