TEMAT: Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 30 Kwi 2026 08:41 #892973

  • whitedame
  • whitedame's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4998
  • Otrzymane dziękuję: 19224
Aniu!
Decyzja o powrocie do starych odmian z sadów przyjaciół była u mnie podyktowana głównie trudnym stanowiskiem.
Mój ogród leży na skłonie pagórka – silne słońce tak mocno nagrzewało pnie i glebę wokół nowoczesnych odmian, że kora masowo pękała, mimo starannego wapnowania a nawet obkładania dookoła białych włóknin.
Musiałam przez to usunąć już dwa drzewa, jedno - Techlovana cały czas próbuję zaleczyć.
Burlat mimo pęknięcia, wyglądał na tyle zdrowo (zero gumozy!), że postanowiłam je drastycznie przyciąć i potraktować jako bazę pod nowe szczepienia.
​Resztę zrazów doszczepiłam na istniejących drzewach z dwóch powodów: po prostu szkoda mi było zmarnować tak cenny materiał, a przy okazji zależało mi na większej różnorodności i lepszym wzajemnym zapylaniu się odmian. Stare odmiany często mają w sobie tę brakującą odporność, której nowoczesnym drzewkom na moim pagórku ewidentnie zabrakło. Pozdrawiam ciepło!
Ostatnio zmieniany: 30 Kwi 2026 08:42 przez whitedame.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marlenka, CHI, ewakatarzyna


Zielone okna z estimeble.pl

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 10 Maj 2026 08:42 #893436

  • whitedame
  • whitedame's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4998
  • Otrzymane dziękuję: 19224
Tegoroczny maj przywitał nas wyjątkową aurą. Pierwsze dni miesiąca upłynęły pod znakiem palącego słońca, które operowało z siłą typową raczej dla lipca niż wiosny. Ta nagła fala gorąca, połączona z dotkliwą suszą ( bo kwiecień i marzec nie obfitował w opady a zima w śnieg), dała się we znaki wszystkim.
Silne wiatry wzbijały tumany pyłu i pyłków wszystkiego co zdołało wytworzyć pyłek, co stało się prawdziwym utrapieniem dla alergików, astmatyków i osób z problemami oddechowymi.
​Sytuacja stała się poważna – mapy hydrologiczne nie pozostawiały złudzeń: znaczna część Polski zaczęła przypominać półpustynię.
Rośliny, zwierzęta i my sami wypatrywaliśmy chmur z nadzieją na zbawienną wilgoć.

​Wreszcie nadeszło upragnione ochłodzenie, a wraz z nim opady.
Zaczęło się gwałtownie – od burzy z piorunami i ulewnego deszczu.
Choć pierwsza woda szybko spłynęła po wysuszonej na wiór ziemi, nocą padało już spokojnie i miarowo, dzięki czemu rośliny mogły w końcu "napić się" do syta i odzyskać wigor.

​Wraz z deszczem przyszły ochłodzenie.
Minionej nocy termometry u nas wskazały zaledwie 0,5°C.
Na szczęście udało się utrzymać temperaturę na plusie, ale taka aura wymagała mobilizacji. Wszystkie ciepłolubne sadzonki zostały starannie pookrywane – w ogrodzie o tej porze roku należy być czujnym i sprawdzać wiarygodne prognozy.

​Przed nami jeszcze "Zimni Ogrodnicy". Najbliższy spadek temperatury prognozowany jest na Pankracego (12 maja).
A co przyniosą kolejni patroni oraz Zimna Zośka?

​Moje pomidory, zwłaszcza te z wcześniejszego siewu (w tym dwarfy), coraz mocniej dopominają się o wolność.
W kubkach robi im się już wyraźnie za ciasno, dlatego planuję wielkie sadzenie tuż po 15 maja, gdy minie ryzyko największych przymrozków.
Może zagrozić im jeszcze tylko kolejna majowa pełnia.
​Mimo tych pogodowych zawirowań ogród nie przestaje zachwycać.
Na rabatach kwiatowych swój wielki festiwal barw i form rozpoczynają właśnie kosaćce.

Maj to miesiąc, który wynagradza wszystkie ogrodnicze trudy.
Załączniki:
Ostatnio zmieniany: 10 Maj 2026 09:27 przez Łatka.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marlenka, CHI, Perełka, ewakatarzyna, renmanka, Babcia Ala, Rumianek

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 10 Maj 2026 09:27 #893440

  • Babcia Ala
  • Babcia Ala's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Rocznik 1964
  • Posty: 7788
  • Otrzymane dziękuję: 36843
Patrząc w nocy na radar temperatur, myślałam o Tobie, czy znowu będzie u Ciebie na minusie, bo o północy radar pokazywał 3° C. Całe szczęście tym razem nie.
Alicja
Ogród przy chałupie 10 km od polsko-czeskiego Cieszyna
Za tę wiadomość podziękował(a): whitedame, Marlenka, CHI, ewakatarzyna

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 10 Maj 2026 09:29 #893441

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 22826
  • Otrzymane dziękuję: 96751
Śliczne, śliczne, chciałabym mieć miejsce na taki szpaler (choć jak znam siebie, byłyby tam przynajmniej różne odmiany ;) )

Pozwoliłam sobie postawić na nogi Twoje irysy, że tak powiem.

Według moich prognoz Zośka dość ciepła, zgadzam soię, że lokalnie wygląda to bardzo różnie. Oby nasze ogrody dały radę.
Za tę wiadomość podziękował(a): whitedame, Marlenka, CHI, ewakatarzyna, Babcia Ala

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 10 Maj 2026 10:03 #893447

  • whitedame
  • whitedame's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4998
  • Otrzymane dziękuję: 19224
Aniu, bardzo dziękuję za ingerencję.
Gdy wstawiam zdjęcia z telefonu, mimo ich obracania, czasem tak wchodzą :think:

Co do szpaleru z kosaćcow, tu może tego nie widać ale to niziutka odmiana, tylko nieco wyższa od bratków, dlatego tutaj są.
Wyższe sadzę grupami wg wzrostu, kompletnie nie kierując się kolorem.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marlenka, CHI, ewakatarzyna, Babcia Ala

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 13 Maj 2026 19:17 #893588

  • whitedame
  • whitedame's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4998
  • Otrzymane dziękuję: 19224
Z pamiętnika Wiedźmy:
No i nadeszli „zimni ogrodnicy”, jak zawsze niosąc ze sobą chłód i deszcze.
O ile spadek temperatury to problem, o tyle deszcz był potrzebny jak mało kiedy – zwłaszcza po wyjątkowo suchym kwietniu.
​W tunelach i pod osłonami rozsady cierpliwie czekają na bardziej sprzyjającą aurę.
Tymczasem rośliny, które są już w gruncie, nagle nabrały masy.
Dotyczy to niestety również mojej „trawy” – dopiero co koszona, znów wystrzeliła na 30 centymetrów! Choć muszę zaznaczyć, że u mnie słowo „trawa” to spore uproszczenie. W moim ogrodzie nie znajdziecie idealnie wysianej życicy czy wiechliny prosto z torebki.
U mnie rośnie po prostu to, co ma ochotę.
​Ta moja zielona murawa to tętniąca życiem mieszanka dzikich roślin, które same wybrały sobie to miejsce.
Jest tam miejsce dla koniczyny, stokrotek, mchu i wszystkich tych dzielnych ziół, które przetrwały próbę czasu.
Taka darń jest znacznie silniejsza, lepiej znosi suszę i karmi pszczoły, a dla mnie jest po prostu prawdziwsza niż sztucznie podtrzymywany przy życiu trawnik z katalogu.
​Pierwsze miejsce zajmują...niektórzy nazywają je chwasty, a ja nazywam je przyjaciele.

20260513_193447.jpg


Mniszki błyskawicznie wypuszczają kwiaty, które niemal w oczach zmieniają się w misterne dmuchawce.
Chwila nieuwagi i wiatr rozniesie biało-szary puch z nasionami po całym świecie. Na rabatach pyszni się również jaskółcze ziele (glistnik). Wyrosło wysoko ponad inne rośliny, szybko żółcąc się drobnym kwieciem.

20260513_160135.jpg


Glistnik to potężny sojusznik w walce z problemami skórnymi, a mniszek to przecież eliksir młodości i wsparcie dla wątroby. Nawet moje największe utrapienie – gwiazdnica pospolita – ma w sobie moc.
​Czy wiedzieliście, że jaskółcze ziele również skrywa tajemnice? Choć kojarzymy je głównie z kurzajkami, jego biochemia jest fascynująca. Dzięki silnym alkaloidom i odpornemu kłączu potrafi przetrwać najgorsze mrozy, by wiosną znów pysznić się na moich rabatach.
​Natura wie, co robi, nawet jeśli czasem testuje moją cierpliwość przy pieleniu.

Gwiazdnica to prawdziwa mistrzyni przetrwania.
Tworzy gęste, zielone dywany, które zdają się wyrastać spod ziemi w jedną noc. Jest krucha, delikatna, a jednak niemal niezniszczalna.
Choć walczę z nią o każdy centymetr grządki, muszę jej oddać sprawiedliwość: to witaminowa bomba.
Zawiera mnóstwo witaminy C i E, a w medycynie ludowej ceniona jest za właściwości łagodzące stany zapalne i kojące zmęczone stawy.
Kiedyś mówiono, że tam, gdzie rośnie gwiazdnica, ziemia jest żyzna i dobra – i tego się trzymam, wyrywając kolejną garść tych zielonych niteczek.


20260513_160441.jpg


Zaraz obok gwiazdnicy wyrasta mój kolejny „ulubieniec” – przymiotno kanadyjskie. To przybysz z Ameryki Północnej, który tak dobrze poczuł się w naszym klimacie, że próbuje zdominować każdą wolną przestrzeń. Wygląda niepozornie: wysoka, sztywna łodyga zwieńczona wiechą malutkich, biało-żółtych kwiatuszków.
​Czy można o nim napisać coś dobrego?
Ależ tak!
Przymiotno to jedno z najcenniejszych ziół przeciwkrwotocznych. Dawniej nazywano je „krwawnikiem kanadyjskim”.
Jego liście są po brzegi wypełnione cennymi olejkami eterycznymi – znajdziecie tam limonen i terpineol, czyli te same związki, które nadają aromat cytrynom czy drzewu herbacianemu.
Olejki i garbniki działają ściągająco i przeciwzapalnie.
Co ciekawe, Indianie używali go do tamowania krwi z nosa i leczenia ran, a w fitoterapii ceni się je za pomoc przy problemach z pękającymi naczynkami

Jeśli chcecie korzystać z jego dobrodziejstw, zbierajcie wyłącznie młode, soczyste okazy, zanim jeszcze zakwitną. To wtedy mają w sobie najwięcej leczniczych soków.
​Gdy tylko zobaczycie pierwsze malutkie pączki, uważajcie.
Przymiotno kwitnie błyskawicznie, a jedna roślina potrafi wyprodukować dziesiątki tysięcy nasion, które z pomocą wiatru zamienią Wasz ogród w kanadyjską prerię w zaledwie jeden sezon.

20260513_160605.jpg


Kolejnym zielonym sprzymierzeńcem w moim ogrodzie jest wrotycz. To roślina, którą zapraszam do siebie z pełną świadomością. Zawsze uwielbiam mieć przynajmniej jedną solidną kępkę, choć jako ogrodowa wiedźma muszę trzymać rękę na pulsie – cieszę się jego obecnością, ale pilnuję, by nie rozpanoszył się zanadto.
​Wrotycz to dla mnie roślina o potężnej, niemal zapomnianej mocy.
Oficjalne źródła najchętniej wymazałyby go z pamięci i książek ale ja w swojej domowej praktyce sięgam po wiedzę sprawdzoną i rzetelną – opieram się na publikacjach dr. Henryka Różańskiego. To właśnie w jego książkach i pracach można znaleźć receptury oraz naukowe uzasadnienie dla wewnętrznego stosowania tej rośliny.
​Dla mnie wrotycz to przede wszystkim niezastąpiony sojusznik w oczyszczaniu organizmu.
Jego właściwości antypasożytnicze są nie do przecenienia, a zawarty w nim tujon, stosowany z rozwagą i według ściśle określonych dawek opisanych przez doktora, czyni z niego potężne lekarstwo, a nie zagrożenie. Jego charakterystyczny, kamforowy zapach i żółte kwiaty-guziczki są jedyne i nie do zastąpienia.
​W ogrodzie pełni rolę strażnika – odstrasza kleszcze i komary, a w mojej apteczce jest filarem dbania o zdrowie od wewnątrz. Traktuję go z ogromnym szacunkiem, bo wrotycz nie wybacza ignorancji, ale dla świadomej Wiedźmy jest prawdziwym skarbem.

20260513_160525.jpg


W moim ogrodzie nie może zabraknąć również żywokostu. Ściągnęłam go z tutaj specjalnie bo to roślina do zadań specjalnych.
Zasiedlił on u mnie miejsca, w których niemal nic innego nie chciałoby rosnąć – tuż pod betonowym płotem.
Jemu to jednak zupełnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, rozgościł się tam na dobre, wypuszczając swoje wielkie, owłosione liście i urocze, dzwonkowate kwiaty.
​Żywokost to dla mnie symbol regeneracji. Już sama nazwa wskazuje na jego tradycyjne przeznaczenie – „żywi kości”.
I choć współczesna medycyna bywa wobec niego sceptyczna przy stosowaniu wewnętrznym, ja ponownie zaglądam do publikacji dr. Henryka Różańskiego.
Doktor w swoich pracach przypomina o jego potężnych właściwościach regenerujących tkankę kostną i chrzęstną, a także o niezwykłym działaniu powlekającym i przeciwzapalnym.
​W ogrodzie żywokost to skarb nie tylko w apteczce. Jego głębokie korzenie wyciągają z ziemi minerały, do których inne rośliny nie mają dostępu, dlatego robię z niego gnojówkę do podlewania pomidorów.

Dziurawiec to kolejna z tych roślin, które w moim ogrodzie mają status stałych domowników.
Jego historia u mnie zaczęła się tak, że lata temu wysiałam go z jednej paczki nasion, a on, najwyraźniej czując się tutaj jak u siebie, postanowił zostać na dobre. Teraz sam zarządza swoją przestrzenią, rozsiewając się z ogromną odwagą. Co ciekawe, najchętniej wybiera sobie najbardziej nieoczywiste miejsca, na przykład szczeliny między brukiem.
​Dla wielu to tylko chwast wychodzący z chodnika, ale dla mnie to „ziele świętojańskie” – jedna z najważniejszych roślin w mojej domowej aptece. To słońce zaklęte w żółtych kwiatach, które po roztarciu barwią palce na purpurowo dzięki zawartej w nich hipercynie.
​Dziurawiec uprawiam z myślą o moich sprawdzonych rytuałach zdrowotnych. Jego kwiaty to podstawa mojego oleju dziurawcowego (często zwanego krwią św. Jana). Ten rubinowy eliksir jest niezastąpiony do masażu, zwłaszcza gdy ciało potrzebuje głębokiej regeneracji. Zgodnie z wiedzą, którą znajdziemy u dr. Różańskiego, wyciągi olejowe z dziurawca wykazują silne działanie przeciwzapalne i kojące. Ja stosuję go przede wszystkim do regeneracji tkanek chrzęstnych w kręgosłupie – to mój naturalny sposób na zachowanie sprawności i ulgę po ciężkim dniu pracy w ogrodzie.
​Dziurawiec uczący nas cierpliwości i szacunku do słońca (pamiętajcie tylko o fotouczuleniu!), to roślina, która doskonale wie, gdzie jest jej miejsce. Nawet jeśli jest to wąska szparka między betonowymi płytami, on potrafi wyciągnąć z niej to, co najlepsze, by potem oddać mi to w postaci leczniczej mocy.

20260513_160326.jpg


Nie mogę też pominąć ogórecznika, który swoimi błękitnymi, gwieździstymi kwiatami przyciąga do ogrodu wszystkie pszczoły z okolicy. To roślina o niezwykłej urodzie, ale też o wielkim sercu – dosłownie i w przenośni.
​Podobnie jak moje inne zioła, ogórecznik to dla mnie nieocenione źródło zdrowia. Cenię go przede wszystkim za wysoką zawartość kwasu gamma-linolenowego (GLA). W mojej domowej aptece, opierając się na wiedzy dr. Różańskiego, wykorzystuję go jako środek wzmacniający organizm, poprawiający samopoczucie i działający kojąco na układ nerwowy. Jego młode liście o zapachu świeżego ogórka to świetny dodatek do sałatek, ale to w nasionach i kwiatach drzemie największa siła regeneracyjna.
​W ogrodzie ogórecznik to roślina-towarzysz. Uwielbiam patrzeć, jak jego owłosione łodygi skrzą się w porannej rosie. Choć czasem potrafi wyrosnąć w samym środku ścieżki, wybaczam mu to – jego obecność poprawia strukturę gleby i sprawia, że sąsiednie rośliny rosną silniejsze. To taki błękitny optymista, który przypomina, że natura potrafi być jednocześnie piękna, smaczna i lecznicza.
Uwielbiam jeść kwiaty ogórecznika bedąc w pobliżu a gdy mam mieć gości, do letnich napojów, zamrażam kwiatuszki w kostkach lodu.

20260513_160315.jpg


To małe, strzeliste ziółko, które pyszni się przy murku lnica pospolita.
Kiedyś rosła u mnie dziko, a teraz, podobnie jak dziurawiec, sama wybiera sobie miejsca, rozsiewając się z ogromną odwagą. Uwielbia takie słoneczne, nieco trudne stanowiska, jak ta szczelina przy kamieniach.
​Lnica to dla mnie roślina pełna tajemnic. Choć jej kwiaty przypominają malutkie, żółte lwie paszcze (które wkrótce powinny się pojawić), to w jej wnętrzu drzemie potężna, lecznicza siła. Dla wiedźmy to roślina o działaniu powlekającym, przeciwzapalnym i – co dla mnie najważniejsze – wspierającym regenerację.
​W swojej domowej aptece, ponownie sięgając po wiedzę dr. Henryka Różańskiego, wykorzystuję lnicę przede wszystkim w formie naparów i wyciągów olejowych. Doktor wskazuje na jej skuteczne działanie przy problemach z układem pokarmowym, ale także przy stanach zapalnych skóry i błon śluzowych. To czyni ją doskonałym dopełnieniem mojego zestawu ziół na stawy i kręgosłup.

20260513_160151.jpg


Czasem wystarczy pochylić się nad jednym skrawkiem ziemi, by zobaczyć, jak niesamowicie bogaty jest mój ogród
Na pierwszy rzut oka to tylko zielony gąszcz, ale dla wprawnego oka wiedźmy to prawdziwa wystawa osobliwości.
​W samym centrum pysznią się długie, ząbkowane liście dzikich sałat, które strzelają w górę, szukając słońca. Tuż obok nich uśmiecha się żółty mniszek, a pod ich osłoną chroni się delikatny glistnik. A pod tym wszystkim? Moja niezniszczalna gwiazdnica, która dba o to, by ani centymetr ziemi nie pozostał goły.
​To zdjęcie idealnie podsumowuje moją filozofię – w moim ogrodzie każda roślina, nawet ta, którą inni nazywają chwastem, ma swoje miejsce i swoją opowieść. Wszystkie one, od mocarnego żywokostu po kruchą gwiazdnicę, tworzą ekosystem, z którego czerpię siłę i zdrowie. Każde z nich, czytane przez pryzmat mądrych ksiąg dr. Różańskiego, przestaje być intruzem, a staje się domownikiem.
Pozdrawiam.
Ostatnio zmieniany: 13 Maj 2026 20:09 przez whitedame.
Za tę wiadomość podziękował(a): Adasiowa, Marlenka, ewakatarzyna, Lilu

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 14 Maj 2026 07:23 #893608

  • whitedame
  • whitedame's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4998
  • Otrzymane dziękuję: 19224
Widzę, że zdjęcie Dziurawca się wczoraj nie wgrało a to bardzo ciekawe jak ta leśna roślina asymiluje się w ogrodzie.
U mnie w poszukiwaniu słońca zasiedla wapienny wał i bruk.

IMG_2301.jpeg
Ostatnio zmieniany: 14 Maj 2026 10:02 przez JaNina.
Za tę wiadomość podziękował(a): Adasiowa, Marlenka, ewakatarzyna

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 18 Maj 2026 20:40 #893832

  • whitedame
  • whitedame's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4998
  • Otrzymane dziękuję: 19224
Nadal zimno — albo to tylko ja jestem wrażliwa na pogodowe zawirowania?
​Wyszłam opatulić „kokon” nad pomidorami, bo kości mi przepowiadają zimną noc.

​Wiatr po południu przegonił chmury, z których lało jak z cebra, a teraz wieczorne słońce świeci ostro i aż trudno uwierzyć, że przed chwilą ogród tonął w deszczu.
Taka nagła zmiana często przynosi ochłodzenie.
​Ani chybi w nocy będzie zero lub tylko trochę wyżej zera a tego ciepłolube sadzonki nie lubią.

​Ta majowa huśtawka — najpierw dotkliwa susza, a teraz zimno i ulewy — sprawiła, że w ogrodzie radzą sobie wyłącznie prawdziwi terminatorzy.
Zamiast tradycyjnej eksplozji barw, oko cieszą dziś tylko te rośliny, które mają w sobie najwięcej woli odporności i siły przetrwania:
Wilczomlecz złocisty ( pstry) i Bodziszki żałobne
20260518_192435.jpg


W cienistym zakątku, pod betonowym płotem udało mi się stworzyć spójną rabatę.
Różanecznik jakuszmański powoli rozwija pąki, jaśniejąc od różu do bieli i tworząc jasny punkt w półmroku.
Pod nim błękitem kwitnie ułudka wiosenna, a obok pnia drzewa rosną duże, głęboko powcinane liście świecznicy.
Pionowy akcent wprowadzają różowe kłosy rdestu wężownika, podczas gdy niższe partie spaja zimozielona trzmielina.
Całość rozjaśnia pasiasta turzyca, kontrastując z pierzastą paprocią, a głębokie tło dla tej zróżnicowanej pod względem faktur kompozycji budują ciemne gałązki cisu.

20260518_192359.jpg


Przy rododendronie odmiany 'Cunningham's White' – który jako odmiana wczesna niestety już omarzł i przekwitł – widać dywan ze skalnicy Arendsa w dwóch odmianach: białej oraz karminowej. Towarzyszy im kwitnąca właśnie żurawka, dorzucająca swoje drobne kwiatostany.

20260518_192631.jpg


Kosaćce dopiero zaczynają swój występ, większość jest w pąkach ale wczesne odmiany już kwitną.

20260518_190644.jpg


20260517_190833-2.jpg


20260513_080700.jpg
Ostatnio zmieniany: 18 Maj 2026 21:03 przez whitedame.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marlenka, ewakatarzyna, Babcia Ala, Chiarodiluna

Mamma mia herbu zielona pietruszka 2025 i 2026 01 Cze 2026 21:10 #894220

  • whitedame
  • whitedame's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4998
  • Otrzymane dziękuję: 19224
Chłodny wieczór.
Chłód wygnał nas dziś z balkonu, gdzie spędzamy z reguły wieczory słuchając śpiewu ptaków.
Nie dziwi mnie to.

Wczoraj na niebie błyszczał Blue Moon, czyli Niebieski Księżyc – druga pełnia w obrębie jednego miesiąca kalendarzowego.
Choć nazwa brzmi magicznie, nasz łysy satelita wcale nie świecił na niebiesko.
To po prostu określenie anomalii w kalendarzu: cykl księżycowy trwa około 29,5 dnia, więc kiedy pełnia wypada na sam początek maja, pod koniec miesiąca melduje się kolejna.
Taka sytuacja zdarza się średnio raz na 2,5 do 3 lat.
Kosmiczny spektakl przyniósł ze sobą jednak wyraźne ochłodzenie.
​Patrząc na ten mijający miesiąc, dochodzę do wniosku, że natura nas chyba ostatnio nie lubi. Albo nas upiecze, albo nas utopi. Przez długi czas dokuczała nam dotkliwa susza. Ziemia była twarda jak skała, a słońce paliło młode uprawy bez litości – doszło do tego, że pierwsze truskawki w ogrodzie zamiast dorodnych owoców przypominają wielkością leśne poziomki.

received_2265211560552290.jpeg


Teraz karta całkowicie się odwróciła. Zamiast słońca mamy deszcz za deszczem.
Rośliny wymęczone, dostały wreszcie upragnioną wodę i w ogrodzie nastąpił prawdziwy przełom. Wreszcie zaczynają kwitnąć piwonie i późne kosaćce, azalie, łubiny, goździki.

20260531_193126.jpg


20260531_193203.jpg


20260531_193255.jpg



20260531_193145.jpg



​Udało mi się sprężyć i jak tylko minęły zimne noce pomidory są już wreszcie wysadzone!
Łącznie na stanowiska docelowe trafiło 48 sztuk w tunelu oraz nieokreślona ilość w 18 donicach o pojemności od 15 do 25 litrów.
Jestem dumna z siebie, że wreszcie ograniczyłam ilość poniżej stu.
Zawsze miałam z tym problem.

20260531_193357.jpg


20260531_193346.jpg



​Dokładnie po miesiącu od naszych pierwotnych założeń, akurat dzisiaj, ruszył u nas długo wyczekiwany remont.
Szybko zweryfikowało to moje plany – stało się jasne, że donice z pomidorami prędko na taras nie powrócą, bo pył, rusztowania i ekipa budowlana to niezbyt bezpieczne sąsiedztwo dla młodych krzaczków.
Trzeba było improwizować. Na gwałt uszczelniliśmy więc pół naszego starego, wysłużonego, dziurawego tuneli i to właśnie tam powędrowały wszystkie donice.
Może i będą tam na razie trochę „wegetować” w ścisku, czekając na lepsze czasy i koniec budowlanej rewolucji, ale przynajmniej są bezpieczne pod dachem i mają zapewnione ciepło

Maj odchodzi w chłodzie, deszczu i w towarzystwie remontowego chaosu, ale mamy wielką nadzieję, że czerwiec przemknie nam jak po maśle i pozwoli nam gładko zrealizować wszystkie plany – zarówno te domowe, jak i ogrodowe.
Ostatnio zmieniany: 01 Cze 2026 21:21 przez whitedame.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marlenka, Babcia Ala


Zielone okna z estimeble.pl

Moderatorzy: Dorota15, Betula
Wygenerowano w 0.444 sekundy
Zasilane przez: Kunena Forum