Ufff...

Dalszy ciąg mojej szarej, zimnej i suchej wiosny, tak bardzo liczyłam na wczorajsze nocne opady, wszystko poszło na wschód, do pana Łukaszenki

U mnie już można przesypywać piasek jak w piaskownicy bez żadnej przesady. Porywisty wiatr który prawie nie ustaje dodatkowo wysusza, boję się że wkrótce zobaczę pompę w studni a to katastrofa. Wody w studni mało bo ona napełnia się głównie z wód opadowych a zima jaka była to wszyscy wiemy, prawdziwy śnieg to chyba tylko na wschodzie widzieli, u nas tylko skorupa lodowa. Tak, marudzę, ale co mi zostało? Zasiałam w ubiegłym tygodniu warzywa a teraz patrzę z okna jak wiatr przewala w tym miejscu tumany piasku. Hej, gdzie one wykiełkują, to jest pytanie... A na Atlantyku blokada wyżowa za blokadą, o tzw. cyrkulacji zachodniej możemy zapomnieć.
Jak się patrzy na moją rabatę z pewnej odległości to wszystko wydaje się ok; zielono, piwonie na czerwono, tylko patrzeć jak zakwitną, czego ta kobieta chce. Ale popatrzcie uważnie między roślinami:
A podlewałam tę rabatę już cztery razy. Za chwilę powinny pokazywać pąki irysy TB, miniaturowe mają już widoczne pąki, te wczesne. Bathyscaphe już się trochę rozrósł i to bardzo dobrze, czekam na to żeby zrobić ładną kępę bo dotąd nie bardzo było z czego:
Zachowuje się jak wszystkie irysy, rozrasta się odśrodkowo i gdyby nie interweniować to za parę lat byłyby od siebie naprawdę daleko a tego nie chcemy. Więc w lipcu te które tego potrzebują zostaną wykopane i zsadzone razem w zgrabne kępy. One i tak zaczną się wkrótce znowu rozłazić bo tak mają ale na jakieś dwa, trzy lata starczy. A to jest In Love Again:
wiki.irises.org/TbFthruJ/TbInLoveAgain#&gid=1&pid=34
Nie tak różowy jak Guardian Angel, bliżej mu może do Frappe chociaż ma więcej brzoskwini w sobie.
Dostałam go od pana Waldemara chyba cztery lata temu ale nie chciał rosnąć a jak już zaczął to go stratował pies. Przeniosłam go poza płot na rabatę i cały rok zajęło mu bicie się z myślami; żyć czy zejść? Na szczęście tej wiosny podjął dobrą decyzję, aura mu co prawda tego nie ułatwia ale może da radę. Jest kilka takich które muszę ze zdechlaków wyprowadzić "na ludzi", szczęściem irysy u mnie z reguły dobrze sobie radzą.
O liliach dawno nie było bo nie ma o czym, już nornice o to zadbały ale tej wiosny zaczęło się kilka odradzać i nie wiem, dziękować kotu łazędze który tu się włóczy czy coś innego zadziałało. Na przykład Night Flyer, nawet sporo jej przybyło, ja zawsze sadzę po trzy cebule jednej odmiany;
A po tych sobie radośnie łaziłam bo nie pamiętałam że tam są i teraz trochę sfatygowane:
Bardzo dobrze tu widać w jak wspaniałym podłożu rosną moje rośliny. Jedyny obecnie kolor na mojej rabacie, parę tulipanów i trochę floksa, sasanki już przekwitają:
Lilie wewnątrz ogrodzenia przy różach są dużo większe:
Przy okazji pytanie do
Ani; czy szachownice mają prawo tak żółknąć o tej porze czy coś im nie pasuje?
Wiem że niektóre wczesnowiosenne tak mają, np. czosnki ale czy szachownice też, one przecież są młodziutkie, nie wydały jeszcze kwiatu? Powojnikom dobrze zrobiła zmiana miejsca, to chyba jednak chodziło o złe stanowisko (ja bym powiedziała że wybitnie złe).Tutaj przecież nie mają jakiejś specjalnie żyznej ziemi a jednak widzę że rosną dużo lepiej. Trzeba pamiętać że przesadzałam naprawdę zdechlaki, nawet nie bardzo wierząc w powodzenie;
Tutaj też jak widać ziemia bardzo żyzna ale dostały pod nóżki kompostu i pilnuję podlewania, jak widać Batuś im na razie odpuścił ale nie mam większej nadziei że tak będzie zawsze. Jeden z tu przeniesionych nawet nie zmarzł w zimę, to zdaje się Heroes of Warsaw:
Róże które im towarzyszą to coraz potężniejszy Grandhotel, Alexandra i Gizelka ale ona chyba wyleci o ile w tym sezonie się nie ogarnie. Grandhotel zaczął rozrastać się od dołu co mu się chwali:
Róża absolutnie bezproblemowa. Alexandra też ok; te krzaczaste, najlepsze róże; ale z Gizelki zostało tyle:
Chyba mniej zostało niż wycięłam. Raczej nie chcę mieć róży która przemarza przy -18 stopniach, jest tyle pięknych a odpornych.
Ruszyła Mary, będzie znowu dużo ciałka:
A przecież będzie wyższa niż ostatnio, mam nadzieję że te nowe chińskie sznurki dadzą radę. Alaska całkiem fajnie, kto ją ma niech cierpliwie poczeka bo ona pokaże show ale nieco później niż inne, potrzebuje czasu:
Kolner Flora i Postillion:
Amadeusza nie widać na tle bzu ale też się stara:
Wycięłam mu sporo uschniętych gałązek ale sama drobnica, grubsze gałęzie nie przemarzły. Piwonie pomalutku do przodu, są jakieś pączki ale zbyt nachalnie nie podglądam, co będzie to będzie, okaże się w swoim czasie. Księżna Orleańska:
Młoda Lorelei:
Miss Mary, chyba nieźle:
Za nią widoczna Mary Brand, chyba widzę jeden pączek:
Catharina Fontijn próbuje się odbudować, na razie sukces połowiczny ale nie tracę nadziei:
Obie Alicje, całkiem nieźle tyle że ostatnio też tak było i wszystkie pąki zmarzły..
Mackinac Grand cztery pąki, w zeszłym roku też miał cztery i zmarzły, już duże:
Pierwszy pączuś na Mme de Verneville:
Przesadzona tej jesieni Glory Hallelujah chyba daje radę:
Jedyny pąk na Avis, te brzydkie plamy to od kaptanu; teraz będę nim podlewać wyłącznie korzenie a opryski z takich które nie zostawiają śladów, kupiłam Discus:
Alexander Fleming to jedna z tych piwonii które wolno rosną, podobnie jak m.in. Madame Calot, trzeba się uzbroić w cierpliwość:
Jako jeden z niewielu rośnie na bardziej gliniastym podłożu a to też ma wpływ na wolniejsze rośnięcie chociaż takie podłoże jest lepsze dla piwonii niż piach, nawet użyźniony.
Są pierwsze

To oczywiście Brassie ale dzielnie goni ją Banbury Ruffles:
Wiele innych ma też widoczne pąki. Kolejna sieweczka sasanki się znalazła:
Truskawki dostały asahi i ruszyły z kopyta:
No i mam nadzieję że nie wstrzelą się z kwitnieniem w te mrozy które idą, u mnie ma być ponoć -6. W domu się kwitnie; Rosalie:
I nadal Pink Surprise, musiałam ją przenieść na wygnanie bo nie mieściła się z innymi na parapecie:
Za chwilę otworzy się Showmaster nr 2:
Mój trawnik, reprezentacyjny
Ten na parkingu całkiem wysechł.