Gosiulu, u mnie takie jedne krokusy dziś dopiero zakwitły! Żyjemy trochę w innych światach...
O takie w żurawce...
Do wiosny jestem gotowa, ciocia nam nawet takie fajne kubraczki pokupowała, elegancko się teraz nosimy!

Tylko chyba nie zdążyłam przez zimę przemyśleć nowych nasadzeń, a to przecież podstawa!
Magda, z tym żwirowatym podłożem to chyba nie do końca prawda, widziałam naturalne stanowiska cieszynianek, żwiru tam nie ma, za to ciężka, mazista, próchnicza ziemia, mój piasek jej się zdecydowanie nie podoba, ale ma się aklimatyzować!

A kokorycze za to sobie jakoś radzą, ale co się dziwić, to takie chwasty

leśne, wszędzie dadzą radę, chyba mi się nawet rozsiały, ale głowy nie dam...
Dorcia, no coś jakby drgnęło... A iryski najpiękniejsze są, tylko czemu one tak krótko?
A w sprawie uczniów... Natychmiast udać się do ogrodu, chęć mordu mija! Wypraktykowane od lat!
Dorotka, dziękuję i proszę zadbać!

Nie wiem, kiedy ona kwitnie... Jak tylko posiądę tę wiedzę, zamelduję!
Gosiulu, no niby tak...

Jakoś nigdy w ten sposób do tego nie podchodziłam, a pomyśleć, że te wszystkie roślinki dzięki powściągliwości!
GreenEvil, witam i nieustająco zapraszam!
Dorcia, zażądaj!

Ale od kogo? Może od samych uczniów za darowanie życia?

Coś tam z kieszonkowego może odpalą...
Gosiulu, zadośćuczynienia może, to takie ładne słowo!
Piotrek, moje z wszystkich możliwych źródeł polskich... Ale tak mnie wzięło, że zaczynam się za granicami rozglądać, mam nadzieję, że do jesieni mi przejdzie!
Wczoraj szkółking, bardzo powściągliwy, ledwie trzy pierwiosnki! I nie kupiłam żadnej róży, ale to jeszcze za wcześnie diagnozować, że jestem wyleczona... Się okaże

Po drodze mniej lub bardziej nieoczekiwane spotkania a też szkółkingującymi Markitą, Elsi i Lawendą, to nieoczekiwane nastąpiło w słynnej Złotej Rybce!

Co to nie wygląda, ale dobrze karmią...

A dziś cały dzień pracowicie na działce... Próbowałam coś posadzić i to jest bardzo głupi pomysł o tej porze roku...
Bo wszędzie już coś rośnie, ale tego nie widać... Niemniej jednak się udało przy nie tak bardzo dużej skali zniszczeń... Co nie znaczy, że nic nie zniszczyłam, tylko niedużo...

Najbardziej boli mnie strata pełnego pierwiosnka, którego ścięłam chyba na śmierć, usuwając kretowisko...
Oj...
Kwitną kolejne iryski żyłkowane, z wielkim zaangażowaniem ustalałam dziś jakie....
No i ustaliłam... Takie:
'Pauline'
'Alida'
'George'
'Purple Gem'
Różnica między nim a 'Pauline' jest minimalna, ma trochę szersze płatki, albo to pomyłka i tę różnicę sobie "dośpiewałam", nie wiem...
Jeszcze taka ładna kokorycz...
Zdjęcie grupowe wszystkich pierwiosnków tuż przed przegrupowaniem na miejsca z założenia stałe...
Ja sobie tu i tam coś grzebałam, a ciocia taką małą architekturę ogrodową postawiła!

I tam już rośnie sałata!
To jeszcze widoczek...
I otwórzmy drzwi na balkon, bo tam husaria!