Dzień dobry Kochani
O rany

zawstydziłam się okrutnie, jakoś czas poleciał, a ja w tempie podstarzałego żółwia usiłuję ogrodować i stąd moja nieobecność, a raczej obecność nieudokumentowana

Bardzo dziękuję za odwiedziny i za troskę

, nie zaglądałam do siebie, choć u Was bywam, może niezbyt regularnie, ale jednak.
Sucho było, jest, i zapewne będzie

Podlewanie chodzi na okrągło, linie ratują mi życie, a przynajmniej humor. Nie rozłożyłam wszędzie, jeszcze kilkadziesiąt metrów mam i na pewno je wykorzystam. Ależ to jest wygoda! Kombinuję, jak rozłożyć na 'rodkowisku', teren otwarty, płotków nie ma i nie będzie, to, że psy będą tam łazić i deptać, nic nie szkodzi, ale ciężar ludzi - inna sprawa

Muszę coś wymyślić. Może na 'ludzkich' ścieżkach odrobinę zagłębię węża i przykryję płaskim kamieniem? Chyba coś koło tego, inaczej ktoś sobie powybija ząbki i co gorsze, zniszczy wynalazek
Głupia zima

Nie przeżyły maleńkie paprocie, kupione jesienią /czy już pisałam, że koniec zakupów jesiennych? Otóż koniec i kropka

/ Może gdyby były większe od paznokcia, nie byłoby żle; tymczasem dostałam takie maleństwa, że były bez szans. To samo z kilkoma odmianami jeżówek. Przeżyła Green Envy, nie wiem, czy nie cieszę się za wcześnie, bo wygląda dość rachitycznie, ale może sobie poradzi. Nie wiem, czy Red Baron się namyśli, póki co, straszą suche badylki, dobrze, że trzmieliny trochę zasłaniają ten żałosny widok.
Najbardziej mi żal mojej kochanej lobelii okazałej Fan Blue, moja cudowność fioletowa. Żyją /i to marnie/ tylko dwie kępy, reszta zniknęła, może wystartowała za wcześnie i mróz ją ubił? Miała bardzo dobre miejsce, osłonięte, ze spadkiem, nie było zagrożenia nadmiarem wilgoci. Nie wiem, ale smutno, bo o fioletowe kwiaty nie jest łatwo.
Ale wspaniale lało! Ogród podlany, cuda, cudowne cuda; nie pamiętam, kiedy był taki deszcz, oczywiście pomijam milczeniem kilkuminutowy opad gradu .... Póżniej pójdę sprawdzić, czy są jakieś zniszczenia.
Agusia i Aniu-Łatko, bardzo dziękuję
Poluś, nie ma mnie dlatego, że gonię Lenia Najmilszego po ogrodzie, już ledwo żyjemy, takie tempo

Przymrozki nas tu oszczędziły, ale i tak osłaniałam, zasypywałam igłami, jednak w porównaniu z Twoją ilością roślin do ochrony, to nawet mi nie wypada o tym mówić

Czytałam o stratach w Jędrzejówce, okropnie to smutne. Oczywiście ciągle namawiam na irgi, bo jednak iglaki potrzebują więcej czasu, żeby stworzyć mur, ale wiem, że coś wymyślisz i będzie pięknie
Bożenko, miło, że mnie odwiedziłaś

Zawsze zapraszam
Ewcia, wreszcie jest cieplej, żebyśmy tylko nie miały tego ciepełka w nadmiarze, jak w zeszłym roku

Moje wiórki sadzą orzechy i żołędzie wszędzie, nawet w donicach z hostami
Moniśka, jeżeli prognoza na weekend się sprawdzi, to zabraknie Ci zajęć w ogrodzie, ma być po prostu przepięknie. Martwię się, czy Cyguś się nie zamęczy, tyle pracy, coraz więcej roślin do kontrolowania. Czy będą mu smakować kwiatki azalek? Oto jest pytanie
Majko, może fikołki się rozsieją, jeżeli psiaki nie rozdepczą, wyślę Ci siewki
Romuś, azalkom może było sucho i gorąco; mimo podlewania i u mnie nie zapowiada się najlepiej, choć w porównaniu z rodkami, istny raj

mądre Twoje wiórki, że się nie pchają w psie i kocie łapy i zęby. Moje to głupusie i okropnie się denerwuję, że będzie jakieś nieszczęście, Kubuś już nie zwraca na nie uwagi, ale Zuzia zawzięta okropnie, ciągle muszę jej pilnować
cdn