Jolu, jak znam życie, moje życie z Wami

, to pewnie w sobotę... Choć ja twierdzę, że jeszcze za wcześnie...
A "nerwusy" to nie ja, to pojęcie funkcjonujące wśród hoyomaniaków, trafne, prawda?
Marta, no to bardzo dobra wiadomość!

Niecierpliwie czekam, ciekawa jestem Twego ogrodu!
Aniu, miałabym bić? Jak ja Ci zazdroszczę!

Na to hibernowanie to i ja byłabym chętna, też nie cierpię zimy! To przez zimę te hojki!

I tę tęsknotę za zielonym!
Dalu, i Ty z tym biciem?

Przecież tu każdy może mieć swoją prawdę!

Prawda?

Nawet rację Ci przyznam - u mnie floksy są ewidentnie wyższe od niektórych kulek!

Ale to się zmieni!
Grześ, bo to właśnie tak jest, napatrzymy się i zaczynamy coś widzieć u siebie...Siła inspiracji? Nikt Ci tej choroby nie wmówił, to Ty sam poczułeś tę nagłą dojmującą potrzebę kulek! Wyobraźnia już je nawet posadziła i widzi

Tylko obyś w te kolekcjonerskie łańcuchy się nie dał zakuć, ale tu porównanie do samochodu jak najbardziej właściwe...Skoro tak na to patrzysz, to kulki jak samochody, no ile ich można mieć? Z dziesięć?
Gosia, Ty nieprzejednana jesteś, widać Twoja prawda też inna!

Do wiosennych przyrostów dorzuciłabym jeszcze zimowe walory dekoracyjne

I plamistości nie łapią...Tak wiem, za to różne inne paskudztwa łapią...
Ale ja też nie wyobrażam sobie ogrodu z samych iglaków, nie...
Jola, kulki drogie, róże drogie, a hojki jakie drogie!
Iwa, a ja sama nie wiem... To chyba jeszcze zależy od naszych sukcesów i porażek w uprawie...To,co się udaje, od razu podskakuje w rankingu

U mnie kulki przezimowały doskonale, róże...jeszcze nie wiem
Siberko! Wypowiadasz głośno to, co tam we mnie jakiś głos wewnętrzny usiłuje od jakiegoś czasu wyartykułować, ale ja go zaraz

entuzjazmem go! Ale tego entuzjazmu coraz mniej...A tym mniej, im więcej o hojach czytam...I chyba paradoksalnie moje dostanie się na forum hojowe stanie się gwoździem do trumny mojej nowej pasji... Bo wiedza zabija początkowe hej, hura, hajda na hojki! Skoro one padają z niewiadomych powodów osobom, które już od dłuższego czasu się nimi zajmują, to mi tym bardziej...Masz rację, Siberko,ukorzenianie i kupowanie jest fajne, ale już codzienna pielęgnacja może być nudna...Zwłaszcza jak się zacznie w ogrodzie dziać...Mnie te sukcesy w ukorzenianiu tak jakoś uskrzydliły, że zbytnio uwierzyłam w swoje siły...A czy ja potrafię o te hoje odpowiednio zadbać? Wypisałam sobie do specjalnego zeszytu wszystkie wymagania, zalecania, rady dotyczące tych gatunków i odmian, które mam...Ale prawda jest chyba taka, że jak dotąd nie ma metod sprawdzonych, to wszystko jest na tyle jeszcze nowe, że tu się próbuje i eksperymentuje...I czy ja się do tego nadaję...

To się wywnętrzyłam...I smutno...Pocieszcie!
A z krokusami i innymi to skąd wiesz, że moje od północnej strony głównie?
Dorotka, jak widzisz ten hojosceptyk

już się we mnie odezwał, hojoentuzjasta w odwrocie..
I ja powinnam była się trzymać tej obojętności wobec domowych...
Siberko, bo Ty masz pewnie carnosę, ona to potrafi szaleć, ale z wieloma hojami problem jest zupełnie odwrotny...Właśnie nie rosną, albo rosną tak wolno...Na przykład 2 liście w ciągu roku... Już wczoraj zapowiedziałam Joli, że koniec z kupowaniem hojek, Vicie też już marudziłam...A widzisz, wcale nie spływa...Trafiłaś w sedno moich rozterek...Och, ja jak ta rozdarta sosna!

No i tak to wróciliśmy do tematu iglaków!

Które przy hojkach są absolutnie bezproblemowe!

A tu hoyki, clemki , inne cuda, no i Wy oczywiście.
Jako te największe cudaki!

Beatko, przychodź i nie opuszczaj nas!
Mirkaaaaa! Ja też chcę, żeby do mnie przychodziły hosty!(krokodyle łzy) Hosty królowe! I same się myją! W przyszłym tygodniu przyjdzie do mnie ostatnia hojka! I koniec z zakupami, teraz będę uprawiać! Mimo wszystko trzymajcie kciuki!
I co ja mam teraz pokazać? Na działkę wybieram się jutro i mam nadzieję na jakieś kwitnące coś...
No to hostki królowe... Nawet zdjęć porządnych nie mam...W tamtym roku najpierw ścięły je majowe przymrozki, a jak dzielne doszły do siebie, to je słońce męczyć zaczęło...
Jakaś dzisiaj jestem...depresyjna!