Od wczoraj noszą mnie własne nóżki, czas na bilans strat i (nielicznych) sukcesów. Cebule po zdjęciu włókniny wyglądały tak:
Te mniej spalone:
Obcięcie, podlanie i teraz jest tak:
Liści niewiele ale same cebule z reguły nie ucierpiały, tylko kilka ma taką białą przypieczoną skórkę:
Jak zaczną przyrastać to tę martwą łuskę się zdejmie i będzie ok, chyba że znowu zdarzy się jakiś kataklizm. Przecież plan był taki, jest nowa obszerna folia, wszystko się zmieści już od wczesnej wiosny, będą tuczone już od maja i pięknie urosną do jesieni. A tu nic z tego się nie sprawdziło, przez prawie cały maj były nocami duże przymrozki a jak już je przesadziłam, nie mogłam się nimi zajmować. Bez opieki rosły w tunelu źle a tak po prawdzie to wcale tyle że łapały zgniliznę i czerwonego grzyba bo nie były wietrzone. Dopiero od niedawna zaczęły być wystawiane na zewnątrz i zaraz zaliczyły 39,9, skończyło się wakacjowanie a za to jest szpital. Od wczoraj przynajmniej będę mogła je wstawiać i wystawiać w razie potrzeby. (Muszę trochę się hamować, dzisiaj podlałam wszystkie róże z nawozem i nóżka się buntuje).
Dzisiejszej nocy dostaliśmy prezent, była taka ulewa o 3 nad ranem że myślałam że to jakaś huraganowa wichura, taki był hałas. Rzuciłam się zamykać okna żeby wiatr nie wypchnął a to tak hałasowały wielkie krople deszczu jak oberwanie chmury, jeszcze rano woda stała w ziemniakach równo z redlinami. Potem deszcz już był spokojniejszy ale podlał cudownie, dzisiejszej nocy też ma być i oby bez burzy, powtórka mile widziana.
Przeszłam się wreszcie na warzywnik

"A Mirka to tylko dłubie i dłubie"; tak jest kiedy Mirka nie dłubie; Papryka:
Selerki:
Tu rzekomo pietruszka, tak twierdzą:
Za buraczkami bujna marchewka:
Tu wieść gminna głosi że pory:
A tu mamy pomidorki:
Podobno, dynie i cukinie:
Żebyście sobie nie myśleli że ogórków nie ma, są:
No i to by było tyle jak chodzi o warzywnik. Truskawek nie pokazuję bo nic tylko się położyć i płakać... A tak dbałam od wczesnej wiosny żeby wszystko miały na czas. I wyglądały całkiem dobrze, miałam wciąż z tyłu głowy że nie można ich zaniedbać bo potem się pół zdrowia w nich zostawi.
Przeszłam sobie do sadu, jest trochę jabłuszek, zwłaszcza Antonówka i Oliwka sypnęły, gruszek zero, czereśni co było wszamały sroki i sójki. Dość dobrze wiśnie ale już się przy nich kręcą.
Staruszka szklanka:
Odradza się przycięta węgierka Tolar, już było z nią bardzo źle:
Herman i Amers po kilkanaście owoców, to była czysta ruletka, wstrzelić się z kwitnieniem w przymrozki, niektórym się udało. Bardzo fajnie zaowocowała renkloda:
Dojrzała na drzewie Ulena jest rajsko pyszna ale nie możemy czekać do pełnej dojrzałości, kiedy tak robiliśmy wszystko zżerały osy i szerszenie a z szerszeniem, pardon, ale nie będę się przekomarzać.
Trochę zdjęć z rabatki:
Dziw że one chcą jeszcze jakieś kwiaty otwierać. Róże oczywiście popalone ale to chyba u wszystkich, mniej lub bardziej. Przy okazji był to pewien test, jak znoszą upał i spiekotę. No i jest kilka zaskoczeń, całkowicie odporna okazała się Alexandra; te kwiaty otworzyły się jeszcze przed tym sławetnym 39, 9 ( bo tak po korektach wyszło ale i tak srebrny medal, zaraz za Słubicami

)
To są najstarsze:
I na górze gdzie miały full słońca przez cały dzień:
Dopiero co rozwinięte są nieskazitelne:
Tak, Alexandra tę konkurencję wygrywa

Na drugim miejscu uplasowała się Freisinger Morgenrote, tak samo, po palącym słońcu ani śladu. Może już nie są niektóre ładne bo przekwitają ale zero poparzeń, kto by pomyślał, ja nie bo jej kwiaty wyglądają na delikatne:
Dokładnie na przeciwległym biegunie postawiłabym Lolę, wszystko upieczone, nie tylko kwiaty. Najpierw było tak:
Ale jak temperatura poszybowała powyżej 35*, żarty się skończyły:
A potem to nawet liście się poddały:
Lola absolutnie nie nadaje się na słońce. Za to dość dobrze radzi sobie Alaska, gdyby jej robale tak nie lubiły byłaby świetną różą:
Teraz jednak jest robali jakby mniej i więcej kwiatków ma szansę pokazać swoją delikatną urodę. Trochę sponiewierana po nocnej ulewie Laguna:
Późniejsze pąki Madame:
A z przodu tak:
OJ, dużo z tym będzie pracy bo i Luiza:
I Mary, chociaż ona jeszcze nie tragicznie bo była sukcesywnie pozbawiana przekwitłych kwiatów, to tuż przy domu więc się dało:
Już są nowe pąki;
A, i jeszcze Grandhotel z tych nie przypalających się:
I Postillion też daje radę:
To z przyciętych ślepaków, na brzegu jakoś dałam radę ale to wszystko, dalej nie sięgnęłam. Kolner Flora, ona się dość mocno przypala:
Trzymam ją dla zapachu, bo nie ma kolców i dla bardzo zdrowych liści. Golden Gate, ją leciutko podpiekło ale niewiele:
Będzie jeszcze kwitła, są małe pąki tu i tam. Zupełnie nic ze skwaru nie robi sobie Lambada:
Rugosa, po wycięciu przekwitłych sypią się nowe pąki, ona też ma za nic gorąco:
Już postanowiłam, rugosę tnę następnej wiosny do połowy. A co z nie-róż? Kwitnie groszek ale słabiej niż zazwyczaj, susza:
Przed nim katalpa która się czuje świetnie w upale, nikt jej nie podlewał:
Agapant Charlotte, długo utrzymuje kwiaty:
Dziś biedaki dostały pierwszy w tym roku nawóz, pelargonie też, może wreszcie ruszą bo jak posadzone tak stoją. Yellow Power:
No żeby sobie samemu coś takiego robić? Daniel Deronda:
Na zakończenie PSC, też trzeba będzie się nią zająć: