TEMAT: Domek na prerii

Domek na prerii 07 Paź 2017 13:03 #568313

  • yvi1
  • yvi1's Avatar
  • Offline
  • Gold Boarder
  • Posty: 212
  • Otrzymane dziękuję: 219
Alu :kiss3: ,my tu wszyscy mamy racje.Ja rozumiem tez ciebie.Tylko akurat jestem w srodku terapii na depresje i burnout.I nasi terapeuci nam to wlasnie wbijaja do glowy,ze musimy powoli,po swojemu zmienic siebie i spojrzenie na swiat.
Diana tez powinna,ale w tej fazie wszystkie przymusy powoduja jeszcze wieksze uczucia ze sie zawodzi.Te wszystkie rady,ze sie musi wziasc w garsc sa naturalnie dobrze myslane.Ale dla czlowieka z depresja bardzo trudne do wcielenia w zycie.
Dawniej bylam tez taka " superwomen" teraz mnie wykancza zwykle wyslanie listu.Dlatego tak zaluje ze Diana nie ma kogos z kim by mogla poplakac ,ale jednoczesnie kogos kto ja zawiezie do tego urzedu,kto jej zrobi kanapke.To niby tak nie duzo a jednak tak wiele.Najchetniej bym wsiadla w samolot i tam poleciala,niestety jest to niemozliwe. :placze:
Dlatego ciesze sie ze jest nas tu tyle dobrych dusz ktorzy ja wspieraja choc wirtualnie.To jest dla niej bardzo wazne . :hug: :hug: :hug:
Lepiej grzeszyc i zalowac ,niz zalowac ze sie nie grzeszylo :).
Iwona
Za tę wiadomość podziękował(a): planta, MagdaH


Domek na prerii 07 Paź 2017 14:29 #568321

  • MagdaH
  • MagdaH's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Uzależnienie roślinne silniejsze jest niż inne
  • Posty: 1130
  • Otrzymane dziękuję: 1032
To jest fakt, co pisze Iwona. Sama tego doświadczyłam, depresja to nie chwilowy foch, moment słabości, krótki epizod lenistwa, wybuch płaczu, czy zmienne nastroje, to poważna choroba, a wziąć się w garść można wtedy, gdy najdzie nas krótkie wcześniej wymienione. Ale wystarczy jakieś traumatyczne przeżycie, pasmo niepowodzeń czy utrata bliskiej osoby i depresja może przytrafić się nawet najsilniejszym... Przez pewien czas moje odczucia kładłam na karb żałoby po Adamie, ale to się pogłębiało i w końcu wylądowałam u lekarza. Moi bliscy tez powtarzali: weź się w garść, musisz w końcu wyjść z tego marazmu albo chyba spodobała Ci się łatka cierpiętnicy. A ja nie umiałam wstać z łóżka, wcale nie z lenistwa, tylko z obawy przed całym nadchodzącym dniem, poza tym jak wstać z łóżka po nieprzespanej nocy. Jedynie psy były w stanie zmusić mnie do wyjścia na dwór, poza tym obiecałam Adamowi, że pociągnę firmę, którą Adam uważał za swoje najlepsze dokonanie w życiu. I mimo wręcz fizycznego bólu całego ciała (bo depresja mimo, że jest chorobą duszy, to ma całkiem fizyczne, cielesne objawy), zmuszałam się do rozmów z klientami, do pracy w pracy, sama nie wiem jak to ogarnęłam. Czuję, ze to jeszcze nie koniec mojej walki, dlatego rozumiem Dianę, ona i tak sobie świetnie radzi, nie mając bliskiego człowieka do wspierania. Pewnych spraw, zwłaszcza urzędowych, przyspieszyć się nie da, jak widać to nie tylko polska przypadłość. Dobrze, że ma asystentów w poszczególnych sprawach i oni są w stanie jej i Aerwynn pomóc. Są sprawy które Diana musi załatwić sama/decyzje które musi podjąć, ale jeśli będzie je realizować na szybko, tylko żeby "odhaczyć" to może się potem okazać, że wybory na szybkensa wcale nie są dla niej i Córki dobre. Jeśli remonty w domu Cię wyciszają, pomagają rozładować stres to jak najbardziej powinnaś to, Dianko, robić. Zwłaszcza, że efekty własnej ciężkiej pracy dają satysfakcje i niesamowitego kopa. Zresztą Twoje zdjęcia i uwiecznione na nich owoce pracy są inspiracją również dla nas. Masz do tego nie byle jaki talent :-) Dla siebie, dla Córci, żeby poprawić Wasz komfort życia, nic dla Dave'a. O niego niech się zatroszczą panienki z Hooters, które tak hojnie wspiera.
Za tę wiadomość podziękował(a): planta, yvi1

Domek na prerii 07 Paź 2017 17:00 #568355

  • Bella35
  • Bella35's Avatar
  • Offline
  • Gold Boarder
  • Posty: 190
  • Otrzymane dziękuję: 60
garść można wtedy, gdy najdzie nas krótkie wcześniej wymienione. Ale wystarczy jakieś traumatyczne przeżycie, pasmo niepowodzeń czy utrata bliskiej osoby i depresja może przytrafić się nawet najsilniejszym...

A mnie sie wydaje ze po przejściach jakie przeszła Diana z pierwszym mężem, normalnym odruchem było kłopoty "emocjonalne" i pewnie wyszła by z tego gdyby moze miała lepsza inna terapie albo spróbowała niestandardowej terapi ,ale wpadła w związek z przmocowcem i zamist wyjsc na prostą pogłębiła swoj stan. Poza tym terapia to tez zależy na kogo sie trafi jak na chirurga czy debztyte mozna sie strać i pomoc a mozna zrobic minimum.
Gdyby terapia była właściwa i skuteczna to Diana miała by teraz zupełnie inne problemy a nie z mężem.
On ja maltretował psychicznie a ona sie faszeruje lekami.
przeszlo to w stan ciężki.
Mi nie chodzi o wzięcie sie w garść a o spróbowaniu innych metod, ale zeby chociaż zaleczyć depresje trzeba pozbyć sie tego czegos co nas w tą depresje popycha.
I wiadomo nikt nie chce za Diane podejmować decyzji, wszystko ona wie i na ile da rade.
Ale mysle ze dlatego ten system jest tak wymyślony, zeby ich odizolować. To ma na celu fizyczna ale i psychiczną ochronę.
I daje ofierze czas na to aby zobaczyć ze da sie zyc bez tego agresora.

Ja trzymam kciuki oby postawa corki dała Dianie siłę do tego aby stanąć na nogi , zrozumieć ze jest wspaniała pełnowartościowa kobieta, którzy zasługuje na cudowne spokojne zycie, i ze tak naprawde to on jest wszystkiemu winien nie ma wytłumaczenia na jego zachowanie.

Wiec trzymam kciuki ściskam mam nadzieje ze pomoc szybko dotrze i zobaczy ze on nie jest az tak potrzebny w jej życiu.
Za tę wiadomość podziękował(a): MagdaH

Domek na prerii 07 Paź 2017 20:14 #568405

  • yvi1
  • yvi1's Avatar
  • Offline
  • Gold Boarder
  • Posty: 212
  • Otrzymane dziękuję: 219
Ja tez bym chciala zeby Diana , jej corka i caly zwierzyniec mialy spokojne zycie bez Davida.
Mi jedynie chodzi o to zeby nie oczekiwac od Diany ,ze jak ktos napisze " Idz do sadu,zloz pozew o rozwod" to ona jutro do tego sadu pojdzie.I jej nie popedzac.
Ona jest wspaniala ,cudowna i silna.Ale sa momenty,ze nie ma sily na najprostsze czynnosci.
Mam nadzieje ,ze z pomoca urzedow i nas bedzie mogla sie zmobilizowac i jak najszybciej zadac o swoje sprawy.Najprosciej to chyba mozna jako akku wytlumaczyc.Czlowiek z depresja moze dzialac jak maszyna,przenosic gory i budowac domy.Ale gdy to akku sie wyczerpie to jest dlugo puste i nie laduje sie tak szybko jak u kogos bez.
Ja tez kiedys bym nie uwierzyla ze umycie zebow mnie przerasta. :club2:
Ja jej absolutnie nie radze wracac do meza .A wrecz przeciwnie.
Lepiej grzeszyc i zalowac ,niz zalowac ze sie nie grzeszylo :).
Iwona
Za tę wiadomość podziękował(a): MagdaH

Domek na prerii 07 Paź 2017 21:08 #568426

  • CHI
  • CHI's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Posty: 716
  • Otrzymane dziękuję: 1266
yvi1 wrote:
Czlowiek z depresja moze dzialac jak maszyna,przenosic gory i budowac domy.Ale gdy to akku sie wyczerpie to jest dlugo puste i nie laduje sie tak szybko jak u kogos bez

Skąd ja to znam - czasami tylko brak żarcia dla psów jest w stanie mnie zmusić do wystawienia rachunku za WYKONANĄ pracę.. Każdy z nas ma coś "za uszami"... Yvi - Ty być Mądra Kobieta :hearts:

Diano :hearts: jesteśmy z Tobą. Cały czas myślę, jak by Ci pomóc lub co wymyślić, abyś miała lżej...

Czy byłaby możliwość, aby na miejsce Jerrego (wiem, że płaczecie po nim, ale to była jedyna słuszna decyzja :hug: ) przyjęła jakiegoś konia "na pensjonat" za kasę? Miałabyś na utrzymanie swoich.

I jeszcze mi coś chodzi po głowie - czy u Was jest "opcja wydzierżawiania koni". Na zasadzie, że wydzierżawiasz swojego konia za np 1/3 utrzymania i za to dzierżawca ma do wykorzystania ileś tam godzin jazdy - pod Twoim okiem...

Ja kiedyś robiłam "Karnety na jazdy". Płatne z góry za 10 jazd - za to była 11 jazda gratis.
Jest możliwość "zarabiania koniem" za oprowadzanie w ręku dzieci/dorosłych na imprezach, na zasadzie "jakaś opłata" za jakieś "kółeczko"...

Jeśli zależy Ci na utrzymaniu koni, uważam, że powinnaś wymyślić jakiś sposób zarabiania przy ich pomocy kasy, aby "książę małżonek" nie zarzucał Ci, że to Twoja kolejna fanaberia na którą on daje kasę...

Trzymajcie się dacie radę :hug: :hearts: :hearts:
Ostatnio zmieniany: 07 Paź 2017 21:08 przez CHI.
Za tę wiadomość podziękował(a): yvi1

Domek na prerii 08 Paź 2017 15:54 #568525

  • planta
  • planta's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Howdy!
  • Posty: 4808
  • Otrzymane dziękuję: 3954
Ostatnie pare dni glownie nic nie robilam, bo migrena tak dawala w kosc, ze nie mialam na nic sily. Ot, oporzadzic zwierzeta, zadbac o corke i z powrotem do lozka. Dopiero wczoraj wieczorem odpuscilo. Wykosilam wiec trawnik za domem, ktory porosl po kolana, dokonczylam scianke z gipsokartonu miedzy lazienka i sypialnia, pociagnelam gladzia sruby i laczenia, ktore rowniez pokrylam specjalnymi paskami papieru, ktore zabezpieczaja od pekniec.

Troche powyrywalam chwasty, bo z powodu prawie nieustajacych deszczow ostatnio strasznie porosly. Mam caly wielki czarny wor.

Przy okazji, sliczne grzybki wyrosly mi kolo host!

IMG_4084.jpg


IMG_4083.jpg


Kanny kwitna jak oszalale i to chyba ostatnie ich kwiaty beda, bo w poniedzialkowa noc zapowiadaja przymrozek.
Kanna Cleopatra z jej zmutancialymi kwiatami (sorry ale musialam zacytowac Pilipiuka z jego "mutasami" :lol: )

IMG_4072.jpg


IMG_4073.jpg


Xena I Xalf patrzacy z nadzieja, jak smaze corce watrobke na kolacje. Xena niby nie patrzy, ale jest doskonale swiadoma kazdego mojego ruchu. A nuz cos spadnie.. :devil1:

IMG_4074.jpg


Zrobiona tydzien temu fotka naklejki na zderzaku samochodu meza Missy.

IMG_4071.jpg



i tez pare dni temu, kiedy tankowalam Rosomaka, zjawilo sie takie cudo. Kocham kraj, gdzie mozna na zwyklej stacji benzynowej zobaczyc takie samochody :hearts:

IMG_4070.jpg


IMG_4069.jpg


No i juz dzis w nocy bedzie zimno, zaloze na wszelki wypadek derki, bo choc Babe porosla juz futerkiem, Shy jest nadal w letniej siersci i bedzie jej zimno, zwlaszcza w przymrozkowych temperaturach. W ponmiedzialek ma byc +10 w dzien, gdy ostatnie dni bylo ponad 20. Gdyby temperatura spadala stopniowo, nie byloby problemu, ale Shy jest wrazliwa i zaraz zaczyna pokaszliwac i ma wydzieline z nosa.
Na szcescie tez kupilam w promocji pare workow karmy z melasa i wczoraj zmusilam sie do pojechania po trzy bele lucerny. Spojrzalam dzis, mamy kolo 1/3 beli siana w kregu, czyli jeszce zapas jest.Wole dmuchac na zimne, zwlaszcza ze teraz trudno bedzie mi pojechac i kupic siano, bo nie mam pomocy do rozladowania, zreszta nie mam bialego pickupa, na ktory zwykle ladowalismy, musze to uzgodnic z mezam, jak wypozyczyc teraz jego samochod, bez zblizania sie na 200 metrow. Troche trudno. Chyba ze sam zaoferuje ze pojedzie po siano i przywiezie, gdy mnie nie bedzie w domu.

Co do dzierzawy koni, niesttey nie ma szans. To nie sa konie szkolkowe, a zreszta jak ktos potrzebuje konia to sobie kupuje. Ci, co lubia jezdzic i nie maja konia, jak ci sasiedzi, ktorzy jezdzili, nie zadbaliby o nie, nie wyzywiliby itp skoro nawet po ewidentnym bledzie ze strony kobiety, ktora uwiazala Babe za wodze do przyczepy i Babe sie zerwala, rwac oglowie, ucikla i wiecej ich nie widzilam i nie mialam kontaktu, gdy bardzo uprzejmie poprosilam o zwrot za oglowie (juz nie wspominam, ze dawalam lekcje codziennie, lub co drugi dzien, za darmo.

Tu jest tyle koni, ze latwo znalezc kogos, kto da pojezdzic za darmo, byle kon mial pochodzic pod siodlem. Rozmawialam kiedys z sasiadem przy innej ulicy, ktory mial dwa konie, ze nie widze ich wiecej, co sie stalo. Oddal jednego a drugiego sprzedal, bo nie mial czasu jezdzic. Spotyka sie z kobieta, ktora tez ma dwa konie, nie jezdzila na nich pare lat i potem wsiadla, przejechala dlugosc przecznicy i koniec, bo kon sie znarowil i wrocila piechota. Scenariusz do przewidzenia, gdy nie ma sie czasu na nich jezdzic.
I tez oddala za darmo.

Tez powinnam pojezdzic bo kilka tygodni, to znaczy jakies dwa i pol, nie chodzily pod siodlem. I nie mam sily. Zreszta migrena od srody nie pomaga, kiedy kazdy ruch wymaga samozaparcia. Biore tabletki od lekarza, ale jestem po nich senna i otepiala, i do niczego sie nie nadaje.

Zostaly jeszcze dzis i jutro i corka wraca do szkoly, hurraa!!! :devil1:
Zdjecie zrobione przez Cindy na jej miejscu z dyniami na sprzedaz
IMG_4068.jpg
Domek na prerii - 2017
Domek na prerii - 2015-16
Domek na prerii cz. 1
Podroz do....New Carolina
[url=http://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/13-podroze-male-i-duze/162
Ostatnio zmieniany: 08 Paź 2017 15:58 przez planta.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jo37, Ingrid, MagdaH, tilia66, nyna76, rozalia, yvi1

Domek na prerii 09 Paź 2017 00:11 #568609

  • planta
  • planta's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Howdy!
  • Posty: 4808
  • Otrzymane dziękuję: 3954
Wlasnie rozrobilam i wylalam 10 workow cementu i czuje sie usatysfakcjonowana, ze cos zrobilam ;)

Teraz gotuje i podsmazam pierogi dla Cindy, ktora biedna w tej przyczepie jest skazana na gotowe jedzenie. Staram sie co pare dni przywiezc jej cos domowego.
A przy okazji podskocze do marketu budowlanego i kupie kolejne pare paczek cementu. Musze sie pospieszyc, jesli maja przyjsc ochlodzenia. Tylko pare, bo nie chce wydac za wiele. Budzet jest napiety, a kto wie, czy nie trzeba bedzie koniom kupic kolejnej duzej beli siana.
Domek na prerii - 2017
Domek na prerii - 2015-16
Domek na prerii cz. 1
Podroz do....New Carolina
[url=http://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/13-podroze-male-i-duze/162
Ostatnio zmieniany: 09 Paź 2017 00:14 przez planta.
Za tę wiadomość podziękował(a): MagdaH

Domek na prerii 09 Paź 2017 00:38 #568612

  • MagdaH
  • MagdaH's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Uzależnienie roślinne silniejsze jest niż inne
  • Posty: 1130
  • Otrzymane dziękuję: 1032
Podziwiam Cie, Planciszonku, bo dzis mam niechcieja i malo co sie ruszam, ale...Twoja canna piekna, wlasnie takiej szukam od kilku lat, a zawsze kwitnie innym kolorem. Auto na zdjeciach piekne, uwielbiam takie starocie :-)
Za tę wiadomość podziękował(a): planta

Domek na prerii 09 Paź 2017 20:11 #568725

  • planta
  • planta's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Howdy!
  • Posty: 4808
  • Otrzymane dziękuję: 3954
Ta kanna jest kaprysna, bo to chimera. Zwykle wypuszcza mi jednokolorowe pedy, czerwone albo zolte. No ale dzis w nocy pewnie wszystkie kwiaty zmrozi, zapowiadaja +2C. tak wiec juz planuje, jak zetnei mroz sciac wszystkie do ziemi i wywiezc na kompost. Szkoda, bo gdyby nie to, pokwitlyby dluzej, maja mnostwo paczkow kwiatowych, a teraz taka plama kolorow bardzo rzuca sie w oczy. I wedrowne motyle maja co jesc. Od czasu do czasu pojawia mi sie taki zagubiony migrujacy motylek w drodze chyba do Amseryki Poludniowej.
Dzis za to jest wiatr przenikajacy zimnem do kosci. Zalozylam koniom derki, bo Shy juz zaczynala chrapac, wzielam tabletke na migrene i sama wyemigrowalam do lozka na pare godzin. Teraz gotuje corce rosol i zaczytuje sie nowa ksiazka. Ciesze sie, ze nie musze wychodzic na dwor az do pozniej, podrzucic koniom lucerny :coffe:
Domek na prerii - 2017
Domek na prerii - 2015-16
Domek na prerii cz. 1
Podroz do....New Carolina
[url=http://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/13-podroze-male-i-duze/162
Za tę wiadomość podziękował(a): MagdaH, rozalia, CHI

Domek na prerii 09 Paź 2017 23:14 #568793

  • Emalia112
  • Emalia112's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 6597
  • Otrzymane dziękuję: 6832
Bardzo się cieszę ze się wyciszasz. Wracasz do równowagi. Działanie, myślenie, na emocjach wykańcza. Zbieraj siły, regeneruj się.
Za tę wiadomość podziękował(a): planta, Bella35, CHI

Domek na prerii 11 Paź 2017 02:28 #568974

  • planta
  • planta's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Howdy!
  • Posty: 4808
  • Otrzymane dziękuję: 3954
Podkaszarka nigdy nie zostanie moim ulubionym narzedziem :angry: . Nie wiem co jest, ale ta zylka wcale nie chce sie wysuwac, ciagle sie skraca wiec co kilka minut musze ustrojstwo zdejmowac, wyciagac zylke i ponownie montowac :angry:
Ale przynajmniej jedna strona pastwiska wykoszona, bo trawa urosla tak, ze zaczela dotykac pastucha dla koni. Nie wiem czy trawa moze uziemiac, ale wole, zeby jednak byla krotka, a kosiarka tam nie dam rady. Zawzielam sie, bo to jedna z niewielu rzeczy, ktorych nie robilam sama. Teraz juz wiem jak zastartowac (podkaszarka spalinowa), i jak kosic. Maz moze sie wypchac, wiecej prosic tygodniami nie bede.

Kolejny rac pociagnelam gladzia sciane, mam nadzieje, ze ostatni i ze bede mogla oszlifowac i pomalowac, a potem zrobic rame drzwi z listewek. Tam, gdzie jest regulacja wysokosci drzwi przykrece listewke, zeby mozna bylo latwo sie dostac-to ta szpara po lewej stronie otworu drzwiowego.

DSCN9513.jpg


Zawiozlam te zi rozladowalam 10 workow cementu zakupione w niedziele, jutro ma byc cieplej wiec moze bede mogla wylac nastepna czesc. jutro ma w koncu wpasc maz Cindy zeby schowac rurki do bylej wanny, o co bardzo dlugo prosze, bo zatrzymuje mi to cala robote. W wolnym czasie odlupuje stare 'kafelki' z PCV, ktore nie chca odejsc w calosci, tylko w malych kawaleczkach. Dobra robota na nerwy!

DSCN9514.jpg


Kanny o dziwo cale i kwiaty tez. No ale dzis pokazuja w nocy temperatury beda zdecydowanie kolo zera. Probuje znalezc pozytyw-moze wymrozi w koncu komary, bo wieczorem nawet nmie da sie skosic trawnika bez opryskania sie sprejem, bo obsiadaja calymi stadami.
Domek na prerii - 2017
Domek na prerii - 2015-16
Domek na prerii cz. 1
Podroz do....New Carolina
[url=http://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/13-podroze-male-i-duze/162
Ostatnio zmieniany: 11 Paź 2017 02:31 przez planta.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jo37, MagdaH, CHI

Domek na prerii 12 Paź 2017 23:43 #569333

  • Bella35
  • Bella35's Avatar
  • Offline
  • Gold Boarder
  • Posty: 190
  • Otrzymane dziękuję: 60
No No fajnie ze prace posuwają sie dalej.
U nas tez malowanie znowu ruszyło, moze do końca roku pomalujemy wszystkie pomieszczenia :think:
Ciekawa jestem efektu końcowego.

Pozdrawiam :kiss3:
Za tę wiadomość podziękował(a): planta, MagdaH, CHI

Domek na prerii 13 Paź 2017 22:27 #569525

  • mileńka
  • mileńka's Avatar
  • Offline
  • Fresh Boarder
  • Posty: 1
  • Otrzymane dziękuję: 2
Pozdrawiam Diano, trzymam kciuki i otaczam dobrymi myślami.
Za tę wiadomość podziękował(a): planta, MagdaH

Domek na prerii 14 Paź 2017 19:35 #569666

  • planta
  • planta's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Howdy!
  • Posty: 4808
  • Otrzymane dziękuję: 3954
W koncu doczekalam sie meza Cindy, zeby zajal sie rurkami doprowadzajacymi wode do wanny i zlewu oraz odplywami. O ile kapslowanie odplywow poszlo mu gladko-przy okazji nauczylam sie czego sie uzywa do zakapslowania niepotrzebnych juz rur, to z woda poszlo gorzej. Zalozyl metalowe koncowki, pozegnal sie i pokjechal. Po powrocie do lazienki uslyszalam szum spod podlogi, gdzie wsadzil zakapslowane rurki, a tam wrzatek leci...poparzylam dwa palce, polecialam zakrecic wode (nie jest latwo, bo trzeba zejsc do pompy glebinowej i przekrecic wajche) i zadzwonilam, zeby wracal, bo mamy przeciek.
Wrocil, powiedzial ze widocznie nie obcial konca idealnie prosto i powiedzial, zebym zostala w tej dziurze w studni na telefonie. Obcial, zakapslowal i kazal wlaczyc wode. Po czym slysze wrzzask wylacz wode, wylacz wode!!!
No to wylaczylam i pytam co sie dzieje. Okazalo sie ze tym razem wystrzelily obie rurki, od cieplej i od zimnej wody, na szczescie wrzatek poszedl w stone sciany fontanna (pogratulowalam sobie, ze sciana zakafelkowana po sufit, a maz pytal po cholere...teraz sie przydalo, bo gdyby to byl karton-gips, czekalaby mnie wymiana). Zakapslowal znowu i tym razem sprawdzilismy wlaczajac i wylaczajac dwukrotnie. Nic nie cieknie, ale lazienka ociekala woda, podpodloga z plyty pazdzierzowej mokra. Dwa dni zajelo suszenia.

W ramach rewanzu obiecalam przyciac zaniedbane drzewa w ich ogrodzie w tym galezie zwieszajace sie nad domem. Pracowalam ciezko cztery godziny nastepnego dnia, zrobilam trzy sterty galezi, wlasnie konczylam zbierac mniejsze galazki, kiedy zjawil sie on...i pierwsza rzecz co rrobil to wreczyl mi grabie do zgrabianai lisci, zebym posprzatala liscie sprzed domu...
A mi rece drzaly z wysilku, poiwedzialam wiec, ze moze pozniej, jestem naprawde zmeczona. chyba zrozumial nietakt bo zaczal sie wycofywac. Mialam pojechac nastepnego dnia ale bylam zbyt wkrzona, nie wspominajac o bolu ramion-kazda gruba galaz, czesc grube jak udo cielam po kawalku trzymajac druga reka zeby nie spadly na dach domu (wlazlam na dach bo nie moglam sie dostac z drabiny), i odrzucalam jak tylko zaczynala spadac, zeby nie uszkodzila dachu, a ten facet przyczepil sie do kupki lisci na podjezdzie...
Gdybym byla swinia, powiedzialabym cos, ze wody po sobie w mojej lazience tez nie posprzatal, tylko sie zmyl.

Cindy pewnie nawet nie wie, nie chce jej w to mieszac, ale postaram sie polozyc nowa podpodloge, na to plyty cementowe i kafelki chociaz w tym miejscu, gdzie bedzie szafka z umywalkami i zeby mi podlaczzyl, a potem chyba siei skonczy znajomosc z nim. Taki facet wydal sie...chytry, nie przepadam za takimi ludzmi. Nie dosc ze pracowalam ciezko i uczciwie pare godzin zeby odpracowac jego 10 minut, na dodatek fuszerki, to jeszcze na koniec mialam pozamiatac podjazd...Za przycinanie drzew tez sie placi i to grubo.

No to wyzalilam sie.
Szafke ze zlewem pocielam na kawalki i wywalilam, zachowujac zlew z kranem. Po wyczyszczeniu pojade do Goodwill, miejsca gdzie daje sie rozne rezczy, nie tylko ciuchy ale wszystko, ludzie moga kupic potem za grosze. Wczesniej oddawalam do Habitat for Humanity, organizacji dobroczynnej gdzie mozna podarowac materialy budowlane, z ktorych buduja domy dla bezdomnych, ale nie mialam z nimi ostatnio kontaktu, nie odpowiadali na telefony wiec nie wiem. Pojade najpierw i sprawdze.

Klade polcalowa sklejke na wierzch zeby wzmocnic podpodloge pod kafelki. Jak pisalam, zeby calosc jeszzcze usztywnic i podniesc, pojdzie na to plyta cementowa i kafelki.

DSCN9516.jpg


Po usunieciu szafki ze zlewem w koncu moglam zrobic ocieplenie. Na wierzch dalam membrane, ktora odprowadza wilgoc z zewnatrz na wewnatrz, plus trzyma welne mineralna. Na wierzch pojdzie plyta cementowa pod kafelki na sciane.

DSCN9515.jpg


Maz musial wczoraj przyjechac, bo koniom zgnilo siano, wiec rozrzucilam je po korralu, zeby mialy gdzie spac w cieple noce, a maz musialm sam(!!) wyladowac bele, jakies 500-600 kg. To co ja robilam ostatnio, bo nie mial czasu i ochoty mi pomoc. Teraz moglam tylko patrzec z domu, bo przeciez nie moge sie zblizac i mu pomoc :evil:
Domek na prerii - 2017
Domek na prerii - 2015-16
Domek na prerii cz. 1
Podroz do....New Carolina
[url=http://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/13-podroze-male-i-duze/162
Ostatnio zmieniany: 14 Paź 2017 19:36 przez planta.
Za tę wiadomość podziękował(a): Ingrid, MagdaH, rozalia, CHI

Domek na prerii 14 Paź 2017 23:50 #569752

  • Bella35
  • Bella35's Avatar
  • Offline
  • Gold Boarder
  • Posty: 190
  • Otrzymane dziękuję: 60
Kopnęła bym gościa w dupe.
A z moze bardzo dobrze, nich robi sam.
I super ze nawet nie próbowałaś "pomóc"

A jak psychicznie sie czujesz? Mam nadzieje kochana ze lepiej.
Wiesz bardzo bym chciała mieć taka koleżankę jak ty, jestes tak wartościowa i świetna osoba ze żałuje ze nie mamy bliższego kontaktu.

Mam tez nadzieje ze finansowe sprawy ci sie układają i pomoc juz się zaczęła. :kiss3:
Za tę wiadomość podziękował(a): planta, MagdaH

Domek na prerii 15 Paź 2017 03:28 #569753

  • planta
  • planta's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Howdy!
  • Posty: 4808
  • Otrzymane dziękuję: 3954
W poniedzialek mam wizytem, kolejna zreszta, osob z Child Protection Services, chca rozmawiac o innych formach pomocy.

Przyznam ze z niemala satysfakcja ogladalam przez oknow lazience, ktore akurat wychodzi na korral, jak sie mocuje z bela, probujac ja zepchnac z pickupa :devil1: . Musial tez wymienic filtry w klimie, ale do tego wyszlysmy z domu i pojechalysmy do Missy.

Czuje sie lepiej, odzylam psychicznie, juz nie mam takich napadow leku. Wieczorami przestalam miec dola, spedzam czas na kompie czytajac ksiazke a drugim okiem nadzorujac czy dziecko zjada kolacje czy podkarmia psy :whistle: , potem cos robiw przy lazience az do 10-10.40, kiedy zaczynam byc zmeczona na tyle, zeby moc zasnac. W ciagu dnia nie biore zadnych lekow, z wyjatkiem przepisanych antydepresantow, ale nic przeciwlekowego!
Ciagle sie tez boje, ze sie uzaleznie...
Przestalo mnie tak ciagnac do niego i tesknic. Chyba ten okres rozlaki naprawde pomaga spojrzec na rzeczy z dystansu.

Juz mnie tez tak nie rusza, jak dowiaqdywalam sie ze biedaczek lezal sam w tym domku i mial goraczke z wymiotami. I nie bylo komu szklanki wody podac. Bo ja bylam wiele razy w identycznej sytuacji-i on byl w domu i tez nie bylo komu szklanki wody podac. Nawet nie przychodzilo mu do glowy zapytac, czy czegos nie potrzebuje.

Najgorsze, ze nastapilam na gwozdz przy ukladaniu kawalka podpodlogi. Wbil mi sie w brzeg stopy. Wyciagnelam, zalozylam mascia antybiotykowa i przykleilam plaster, ale trudno nawet na niej stanac w tej chwili, gdy cala stopa pulsuje bolem. A jutro znajomi meza chca sie zajac mala na czesc dnia i mamy sie spotkac pod okreslonym kosciolem.
Czuje, ze bedzie jazda, znalezc miejsce do zaparkowania. Ewentualnie zaparkowac dalej i dokustykac. Obie opcje niefajne.

Ja tez zaluje , ze jestem daleko, tyle wspanialych osob poznalam, z checia by sie spotykala na herbacie...Nie myslalas o przeniesieniu sie do Stanow? :P
Domek na prerii - 2017
Domek na prerii - 2015-16
Domek na prerii cz. 1
Podroz do....New Carolina
[url=http://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/13-podroze-male-i-duze/162
Za tę wiadomość podziękował(a): MagdaH, MirkaS, pszczelarz5, CHI

Domek na prerii 15 Paź 2017 03:51 #569754

  • Mysiul
  • Mysiul's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 105
  • Otrzymane dziękuję: 105
Czyli do przodu :hug: troche mi spokojniej ,
Za tę wiadomość podziękował(a): planta

Domek na prerii 15 Paź 2017 17:45 #569840

  • Hiacynta
  • Hiacynta's Avatar
  • Offline
  • Administrator
  • gg 9117859
  • Posty: 11710
  • Otrzymane dziękuję: 7084
Dianuś, a nie mogłabyś po prostu zadzwonić do tych ludzi i powiedzieć im o bolącej stopie? Chyba wielkiego kłopotu by dla nich nie było podjechać do Ciebie po małą?
Za tę wiadomość podziękował(a): planta

Moderatorzy: Adasiowa, Dorota15
Wygenerowano w 0.479 sekundy
Zasilane przez: Kunena Forum