• Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: Moje 6 hektary (nie)szczęścia.

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 09:12 #632250

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
Witajcie.
Mam na imię Anka . Jestem Ogrodomaniaczką od 10 lat. Bardzo dobrze pamiętam ten dzień , kiedy po raz pierwszy weszłam do sklepu ogrodniczego i kupiłam swoją pierwszą paczkę nasion.
Historia jak opowieść z grupy AA :) Ale sami przyznacie, że działka to taki nałóg. Był chyba nawet taki dowcip co ma wspólnego ogrodnik z narkomanem .Działka.

Trochę wam zajmie przebrniecie przez tę historie . Szacunek dla tych co doczytają do końca.

Od urodzenia mieszkam na wsi. Moi dziadkowie i z jednej i z drugiej strony mieli gospodarstwa rolne. Jako dziecko pomagałam w nich. Mama też miała warzywnik, tunel foliowy z pomidorami, papryką, ogródek kwiatowy. Ale nigdy mnie to nie pociągało. Byłam wręcz zmuszana do pracy w ogrodzie, w polu, pomocy przy żniwach, sianokosach, wykopkach. A mama do znudzenia powtarzała :” Aniu podlej kwiatki w twoim pokoju.” Nie lubiłam pracy w ogrodzie, absolutnie moje plany nie były związane z nim, ba marzyłam o tym aby w swoim samodzielnym życiu mieszkać w mieście, najlepiej w bloku żeby już nigdy nie musieć plewić, podlewać itd.
W 2004 wyszłam za mąż, zamieszkaliśmy u moich rodziców. W 2005 r urodziła się moja córka a ja siedziałam z nią w domu, całe dnie, kiedy tylko pozwalała pogoda byłyśmy w ogrodzie. I tak trochę z nudów zaczęłam sama z siebie zajmować się ogrodem. To coś wyplewiłam, to ścięłam przekwitłą bylinę, zaczęłam trochę obserwować, co jak się rozrasta ,co jak rośnie. I wtedy pierwszy raz weszłam do sklepu ogrodniczego. Kupiłam kilka paczek nasion , od tak bo coś mi się spodobało. Zaczęłam wysiewać, dosadzać. Ze względu na to ,że mama pracowała ja zajmowałam się warzywnikiem, bardziej po to żeby ją odciążyć z obowiązków, ale też i moja córeczka bardzo lubiła i lubi warzywa, więc zaczęłam je po prostu dla niej uprawiać.
W 2008 r postanowiliśmy z mężem , że będziemy budować swój dom. A jak dom to i musi być działka. Wiedzieliśmy jedno musi być duża i na uboczu ( tak żeby był brak sąsiadów i tu gdzie mieszkamy i tam gdzie mieszkał mąż były małe działeczki wokół domu, sąsiedzi zaglądający przez płot, krzyki, imprezy itd.) . Bardzo nam też zależało aby na działce były stare drzewa i woda, np. staw lub dostęp do rzeki.
I udało się, choć nie było to proste.

A na pochwalę się swoją facjątą w ogrodowej odsłonie żebyście wiedzieli kogo macie po drugiej stronie monitora ;)

IMG_20160630_190234.jpg
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Za tę wiadomość podziękował(a): Hiacynta, Marzenka, Iwona M, Anna96, ewa-s, Łatka, pszczelarz5, CHI, minohiki, Edyta D, Jasia, Jaedda


Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 10:11 #632252

  • merlin
  • merlin's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 1198
  • Otrzymane dziękuję: 2538
Masz piękny ogrodniczy życiorys i pogodną, bardzo sympatyczną , jak to nazywasz "facjatę". Wierzę, że teraz, już świadomie tworzysz swój raj na ziemi. No i rośnie Ci pomocnica. A w przypadku, gdy będziesz miała problemy, nie tylko ogrodnicze, to masz nas, zawsze chętnych do pomocy. No i proszę pokaż tą swoją posiadłość ziemską. Serdecznie witam w gronie ogrodomaniaków. :dance: :hug:
Za tę wiadomość podziękował(a): andziasz

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 11:48 #632258

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
o Merlin mój pierwszy gość :) nie spodziewała się tak szybko gości , bardzo mi miło.

Bedę się starała pokazywać wam moje perypetie ogrodnicze.
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 12:00 #632260

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
Moja działeczka ( działaczka hmmmm 6 hektary ) jest położona kilka kilometrów od Lubartowa ( woj. lubelskie) . A więc klimat jak na ogród mało ciekawy, ale im trudniej tym lepiej przynajmniej ja tak uważam. Mieszkam tu praktycznie od urodzenia i szczerze mówiąc, nigdy specjalnie nie lubiłam tej miejscowości i w momencie gdy w moim życiu nadszedł moment myślenia o swojej przyszłości zarzekałam się ,że absolutnie nigdy nie będę tu mieszkać. Nigdy nie mów nigdy .Teraz nie wyobrażam sobie żebym mogła mieszkać gdzieś indziej. A to właśnie dlatego, iż tu znalazłam swoje miejsce na ziemi. Działka którą zakupiłam znajduje się w tej samej miejscowości gdzie mieszkałam tylko ok. 2 km od miejsca mojego byłego domu. I wiecie czego nie mogę przeboleć ? Tego że to tak blisko a nie miałam pojęcia że takie miejsce istnieje tak blisko mnie. Jak miałam ok. 15 lat zaczęłam regularnie jeździć rowerem i wielokrotnie przejeżdżałam koło niej a nigdy nie rzuciła mi się w oczy, nigdy nie zwróciłam na nią uwagi mimo iż nie było to zwykłe pole, był tam dom, gospodarstwo, las. Jak mogłam, no jak mogłam ???? Nawet mam do tej pory w pamięci chwilę gdy przejeżdżam pierwszy raz drogą obok niej i był ( no i jest do tej pory) piękny las brzozowy , którego widok bardzo mnie zachwycił i pomyślałam cóż za piękny las fajnie by było mieć taki widok na co dzień. Mówisz masz. Marzenia się spełniaj.. Mam. I wystarczyło wtedy na skrzyżowaniu polnych dróg właśnie przy tym lesie pojechać w prawo i bym dojechała na swoja przyszła działkę, ale nie głupi człowiek tylko prosto i prosto , a czasami warto po prostu skręcić.
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Za tę wiadomość podziękował(a): ewa-s, Edyta D

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 12:19 #632262

  • CHI
  • CHI's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 1485
  • Otrzymane dziękuję: 3896
Aniu Witaj na Forum

I witaj w klubie :happy4:

Los bywa przewrotny - Ty nie chciałaś "grzebać w ziemi". Mnie grzebanie w ziemi totalnie wycisza, ale za to nie znosiłam drobiu... Wywinęłam się z praktyk, jak miałam być w kurnikach... Nawet rosół w niedzielę mi nie wchodził... A teraz co?

Kilka stadek różnych "wynalazków"
PA219741_kadr.jpg


Biegusy (kaczki na ślimaczki) i Gąś
PA290503.jpg


O super kurniku (w budowie) nie wspominam...

No i z moją działką było trochę inaczej... Jechałam na skróty rowerem, zatrzymałam się, zachwyciłam i po kilku latach sama do mnie przyszła...
Za tę wiadomość podziękował(a): grula, andziasz, minohiki, Edyta D

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 12:21 #632264

  • Marzenka
  • Marzenka's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 1313
  • Otrzymane dziękuję: 841
Witaj Andzia :) Areału to Ci "zazdraszczam" tak jak i mieszkania na wsi. Mamy córeczki w jednym wieku ;) Jakie masz roślinki ozdobne w ogrodzie i co fajnego uprawiasz w warzywniku?
Za tę wiadomość podziękował(a): andziasz

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 12:44 #632265

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 5867
  • Otrzymane dziękuję: 9845
Aniu - kłaniam się w Twoim wątku. Zapowiada się nader interesująco. W dodatku - mamy niemało wspólnego, choć jestem, moja imienniczko, pewnie za dwa razy starsza od Ciebie. :teach:

andziasz wrote:
[...] nigdy mnie to nie pociągało. Byłam wręcz zmuszana do pracy w ogrodzie[...]

To o mnie??? :woohoo: :happy4:
Wiesz co - po prostu zupełnie inne emocje towarzyszą nam, gdy robimy coś "po swojemu", gdy widzimy głęboki sens naszych poczynań, prawda?
Co prawda urodziłam się i przez pierwsze cztery dekady życia (z okładem) mieszkałam wyłącznie w wielkim mieście - ale teraz - jak głosi tytuł mojego wątku - jestem rozdarta między dwoma miejscami, i oczywiście wolę być w chatce pod lasem, niż w nieomal centrum dolnośląskiej metropolii. Tak - rozumiem Cię, że kochasz swoje miejsce przy brzezinie.
Mam nadzieję na piękne zdjęcia - również kwiatów (bo o moja "działka" :happy: ) - i opowieści spod Lubartowa (wcale nie najgorszy klimat, podobno dla wielu kwiatów idealny).
Ostatnio zmieniany: 06 Gru 2018 13:41 przez Łatka.
Za tę wiadomość podziękował(a): andziasz

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 13:05 #632266

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
Witam miłe panie :)
Oczywiście zdjęcia ( wczoraj uporządkowałam wszystkie nośniki z nimi to wiem już gdzie i co ) będą i co uprawiam też będzie. Na razie przygotowuję opis o znalezieniu i zakupie działki bo to dość ciekawa historia, a może nie tyle ciekawa co niezdążająca się często .
A pomocnic do ogrodu dorobiłam się już trzech Wspomniana pierworodna lat 13 Weronika, Alicja lat 7 i 10-cio miesięczna Zosia.
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Za tę wiadomość podziękował(a): Marzenka, ewa-s

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 14:31 #632272

  • ewa-s
  • ewa-s's Avatar
  • Offline
  • Gold Boarder
  • Posty: 286
  • Otrzymane dziękuję: 667
Witaj Aniu,moja krajanko :)

To niesamowite,że mieszkasz całkiem niedaleko... ja też kilka km.od Lubartowa :whistle:
Bardzo interesująca jest Twoja historia i z niecierpliwością będę czekać na zdjęcia i dalszy ciąg opowieści.

Piszesz,że klimat tu mało ciekawy.
Nie do końca mogę się z tym zgodzić,są piękne tereny,dolina Wieprza/spływy kajakowe/z jednej strony,z drugiej duże leśne kompleksy,jezioro Firlej,Pałac w Kozłówce.
Teraz też powstaje dużo nowych miejsc pod zabudowę w pięknych terenach na uboczu z dala od głównych dróg.
No i w Lubartowie urodziła się wspaniała piosenkarka Urszula-
("Malinowy król malowanych róż
Zawsze nas od złego obroni
Jakbym mogła Ci narysować sny
A w nich dom, drogę, drzwi -")

Ty masz to szczęście,że masz duuuużo terenu do wykorzystania,6 hektarów to jest na czym pracować.
I na dodatek blisko las,śpiew ptaków,piękne krajobrazy,tak jak sobie wymarzyłaś :flower2:
Za tę wiadomość podziękował(a): andziasz

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 16:06 #632280

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
ewa-s z tą lokalizacją pisząc, że nie jest za dobra bardziej miałam na myśli zimowe mrozy. Tu z zazdrością patrzę na kolegów i koleżanki mieszkających bliżej zachodniej granicy i z lekką zazdrością patrzę na mapa pogodowe, gdzie u nich zawsze o kilka stopni więcej. Pamiętam zimę 2010/2011 r przyszedł do nas wtedy taki mróz ponad 20 stopni a nie było śniegu. W ogrodzie wymarzło mi prawie wszytko - ostały się tylko najtwardsze byliny. Wiosną 2010 r dostałam od mamy około 30 róż, na zimę okryłam je porządnie obornikiem - zostało ich tylko 5. Jesienią zasadziłam truskawki i też zmarzły. Że nie wspomnę jakie straty ponieśli wtedy rolnicy.

Apropo lokalizacji - moja działka leży jakieś 4 km od Pałacu Zamoyskich . Mało tego należała kiedyś do ich majątku. Powiedział mi o tym sąsiad że jak była Reforma Rolna ( obstawiam ze ta z 44 roku bo i moi pradziadkowie wtedy dostali Ziemię w tej miejscowości od Zamoyskich i babcia mi opowiadała ze to był Hrabia Aleksander - według Wikipedii faktycznie w tym okresie III i ostatnim Ordynatem na Kozłówce był Aleksander Zamoyski ) . Czyli Wyliczaj właścicieli od początku Zamoyscy , państwo Ł. wnuk państwa Ł i ja :) A mój mąż mówi do mnie Harabianko lub Hrabiniu i ja się tu trochę czuje jak Hrabianka na włościach :rotfl1:

A i z terenu mojej działki kopano glinę na cegły z których zrobione jest obecne ogrodzenie Pałacu.

AAA Urszula - no ukochana moja piosenkarka . Moja ulubiona piosenka to "Dmuchawce, Latawce, Wiatr"
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 16:08 #632281

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
Teraz o dokładniej o poszukiwaniach - Jedno wiedzieliśmy na pewno : Lubelszczyzna. Tu się urodziliśmy, tu mamy rodzinę, znajomych, nie chcieliśmy się wyprowadzać na drugi koniec Polski. Mojemu mężowi bardzo podobają się pejzaże okolic Zamościa, więc tam rozpoczął poszukiwania. Rozważał tez okolice Kazimierza Dolnego bo zależało mu aby działka była blisko rzeki a najlepiej jak by miła do niej dostęp. Mi te propozycje średnio się podobały. Po jakimś czasie po powrocie z jakiejś wycieczki rowerowej zakomunikował mi " Znalazłem dla nas działkę i to nie zgadniesz gdzie - ze 2 km stąd" Podeszłym do tej informacji raczej sceptycznie , bo jak pisałam wyżej nie chciałam mieszkać tu dalej mieszkać, a po drugie mieszkam tu ponad 20 lat i nie widziałam tu nigdy pięknej działki ( nie skręciłam w tą drogę co trzeba więc jak mogłam zobaczyć). Któregoś dnia ( a było to na przedwiośniu 2008 r.) wybieraliśmy się na zakupy do marketu budowlanego celem wyboru nowej glazury do łazienki i szanowny małżonek stwierdził że zajedziemy tam, to pokaz mi te działkę. Pojechaliśmy, zajechaliśmy tak jakby od tyłu tej działki, było pochmurne popołudnie , zginął już śnieg pozostawiając po sobie dużo błota na polnej drodze, którą jechaliśmy na działkę. Byłam zła na męża bo mieliśmy jechać wybierać te płytki a on mnie ciąga po jakiś bezdrożach , zachlapie samochód błotem . I nawet nie wysiadłam z samochodu. Bo stwierdziłam że nie ma co oglądać masa zrośniętych krzaków i pole. Nic specjalnego, tylko się ubrudzę.
Oczywiście nie wiedzieliśmy czyja jest ta działka ale przy rozmowie z naszym znajomym który mieszka praktycznie na przeciwko niej , poinformował nas że wie gdzie mieszka właściciel tej działki i możne do niego z nami pojechać. 
Tak oto znaleźliśmy tą naszą Działeczkę ukochaną. A jak to w życiu palny planami a życie sobie. Dalsza części opowieść niebawem , o tym jak doszło do momentu kiedy wreszcie trzymaliśmy w dłoni jej akt własności, a zapewniam nie było to zwykłe pójście do notariusza.


Zdanie przypomnienia - znajomy wiedział kto jest właścicielem działki , którą sobie wypatrzyliśmy. Z kronikarskiego obowiązku jest wczesna wiosna roku 2008. W najbliższych dniach mąż z tym znajomym udał się do właścicieli nazwę ich Państw EŁ., jednak po powrocie nie miał dobrych wiadomości. Działki na razie nie mają zamiaru sprzedawać bo syn się niedługo żeni i prawdopodobnie będzie się tam budował. Ich syn niech będzie Tomkiem EŁ. Bo pojawi się jeszcze w tej historii. I powiem szczerze ani mnie to nie zmartwiło ani nie ucieszyło bo wstępnie dość sceptycznie podchodziłam do tej działki. Ba mimo iż przejeżdżałam koło niej - tę drogą na jej tyłach nie miałam ani zamiaru ani chęci jej zobaczyć. No dla byłą tylko kupą chaszczy.

Emocje będą jak w telenoweli brazylijskiej ;)

Pewnego dnia zadzwonił ten znajomy i mówi wiesz bo ja mam działkę blisko tej , która wam się spodobało i tak sobie pomyślałem jak wam się spodoba to wam sprzedam. Pojechaliśmy i faktycznie działka jest obok - piękny las brzozowy o którym wspominałam wcześniej graniczył z nią bezpośrednio. I dopadła mnie strzała amora pod postacią pięknej białej kory brzóz na tle której migotały cudownie zielone listki owego drzewa. Dla mnie najpiękniejszy spektakl wiosny . Ta cudna delikatna zieleń , która utrzymuje się tylko około 2 tygodni na tle białej kory . Tak to moja bajka. W prawdzie działka nie była tym czego oczekiwaliśmy bo było to puste pole ale widok za płotem wiele bym zrekompensowała Jest decyzja kupujemy. Mąż przed zakupem udał się do Urzędu Gminy i zonk. A, Działka nie jest budowlana - można by ją przekształcić ale jest to okres czekania do 4 lat. , B. Z tej strony z której chcieliśmy się budować pozwolenie nie dostaniemy bo uwaga : te piękne brzozy są już zapisane jako las w naszej gminie trzeba się wybudować 20 m od lasu. Z Zakupu na razie zrezygnowaliśmy.

I tak przyszło wczesne lato 2008 r . Jeździliśmy sobie po okolicach, patrząc gdzie jest jakiś fajny teren , może gdzieś tablica z napisem sprzedam, przeglądaliśmy ogłoszenia. Ale nic ciekawego się nie trafiało.

Pewnej lipcowej niedzieli spędzamy popołudnie u znajomych. Rozmawiamy sobie o naszych poszukiwaniach, narzekamy że nie ma tego czego byśmy chcieli. W okolicy do sprzedaży tylko działki 8-10 ary, w środku wsi czy jakieś nowo powstające osiedla. A my chcemy dużej, na uboczu. I gdyby życie było kreskówką w tym momencie nad głową naszego szanownego kolegi pojawiała by się żaróweczka oznaczająca mam pomysł. Moja kuzynka - opowiada znajomy- pracowała opiekując się starszą panią , pani ta zmarła kilka miesięcy temu i został po niej dom, gospodarstwo i duża działka. Jak chcenie to chodźcie się przejedziemy to niedaleko stad. Niewinnie myśląc zapakowaliśmy się do samochodów i ruszyliśmy. Obiecałam emocje i będą. Wiecie gdzie była ta działka? Obok naszej wymarzonej. A dokładnie na jej tyłach. Tam gdzie pierwszy raz mnie mąż zawiózł właśnie koło niej zaparkował. Wtedy interesowały mnie głównie płytki do łazienki a jakieś działki. Za to teraz w promieniach zachodzącego słońca moim oczom ukazał się piękny. Widok. Działka miała kształt prostokąta. Byłą duża . Na górce stał stary drewniany dom, obora i stodoła. Ta cześć była ogrodzona. W okół domu rosły stare drzewa owocowe. Działka ku zachodowi schodziła w dół a pokazując w dole zawartą zabudowę wsi , za którą teren znów unosił się a na horyzoncie kończył się widokiem na sosnowe Lasy Kozłowickie. I znów strzała amora. Czegoś takiego szukaliśmy. Jedynym jej mankamentem był kiepski dojazd, Około 300 m drogi gruntowej , którą pewni sami musielibyśmy „łatać”, odśnieżać itd. Ale byliśmy na to przygotowani , no może nie tyle przygotowani co liczyliśmy się z tym, byliśmy realistami, że szukając działki na uboczu i w zaciszu nie będzie do niej drogi asfaltowej z nawet 3 kategorią odśnieżania . Wracamy stamtąd i nagle jadący przed nami znajomy zatrzymuje się przy jakiejś rowerzystce , wysiada mach nam żebyśmy i my wysiedli. Była nią jego kuzynka, wspomniana wyżej. Rozmawiamy, ona nam mówi że owszem jej dzieci rozważają sprzedaż tego siedliska. W rozmowie wychodzi też , ze jej syn zmarłej właścicielki jest dobrym znajomym mojego taty. Więc już następnego dnia razem z tatą udajemy się do niego . I owszem rozważają z rodzeństwem sprzedaż, I zaczyna się układać. Działka sprawdzona w urzędzie- można się budować bez problemu. Rodzeństwo podaje nam cenę - uuu troszkę duża ale niebawem maż kończył duży kontrakt więc jakoś by się ta kasę wysupłało do tego co mieliśmy odłożone. A więc deel kupujemy. Załatwimy dokumenty, umawiamy notariusza. Radość nas ogarnia. Na działce jestem praktycznie codziennie. Już zaczynamy planować co gdzie i jak , że to dopiero sierpień to jeszcze się coś porobi na jesieni. Ba wybieramy już projekt domu. I jak obiecałam emocje jak w telenoweli - hm myślisz że to koniec bo tu już akt notarialny się pisze a przecież ostatecznie to nie jest ta działka której dotyczy wątek - ot jak ślub jednego z głównych bohaterów ale nie z główną bohaterką serialu i myślisz że przecież widziałaś na zwiastunie ze to jednak z nią się ostatecznie ożenił. Owszem , owszem coś tu nie gra. Sierpniowa niedziela roku 2008 r , rozmawiamy o spotkanym wczorajszego zięcia jednego z właściciela opowiadającego jak to cały dzień wywozili rzeczy osobiste po babci z domu a my ucieszeni że jutro rano notariusz , szampan się chłodzi w lodówce, ja snuję plany na zrywanie wiśni i śliwek, wreszcie od siebie. Tu tez byłą u siebie, ale nie do końca to jednak dom i ogród rodziców, niby twój a nie twój. Tę sielankę przerywa dzwonek telefonu. Odbieram a wiadomość którą słyszę w słuchawce zwala mnie z nóg. Odpowiadam tylko „ Rozumiem” , Odkładam słuchawkę. Siadam, bo nie wiem czy dam rade wystać przekazując mężowi to co przed chwilą usłyszałam :” „ przy obiedzie rozmawiali, jedna z sióstr zaczęła mieć wątpliwości, bo przez rok po śmierci osoby nie powinno się ruszać jej rzeczy a oni nie czym że zabrali to chcą sprzedać jej dom. Ona się na razie nie zgodzi. Dopiero jak minie rok. A rok mija w zimie. To na wiosnę my się odezwiemy i wtedy sprzedamy. „

No mówi się trudno, jakoś przetrwamy, choć te kilka miesięcy pozwoliły by nam już coś robić. Choćby pozwolenie na budowę załatwiać. Nie straciłam entuzjazmu jesień i zimę spędziłam na planowaniu ogrodu i zakupach. I tu wpadłam w zakupowy szał. Szczególnie w styczniu - kiedy półki sklepów ogrodniczych zaczęły zapełniać się nasionami, cebulkami kupowałam jak młody niedoświadczony ogrodnik - oczami bo ładne. /większość z nich to były głownie rośliny jednoroczne, dwuletnie a także cebulki mieczyków. Bo przecież na wiosnę będę mieć 3 hektary ziemi mogę sadzić ile wlezie. O ja naiwna. Pewnego lutowego dnia roku 2009 spotykam znajomego taty przypadkiem na ulicy, zapytuję jak nasza transakcja. Przemyśleli sprawę w rodzinie i na razie zostawią sobie . Nogi się pode mną ugięły . Tle czasu czekania i wszytko..... ah.
Wiecie kto na tym skorzystał ? Wszyscy moi sąsiedzi, znajomi, ciocie ich sąsiadki i znajome. Nasiałam tyle że rozdawałam każdemu kto miał choć skrawek ziemi.
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Za tę wiadomość podziękował(a): Ika2008, grula, Jaedda

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 16:13 #632283

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
Mój smutek na szczęście nie trwał długo. Tak do przełomu lutego i marca. Pewnego dnia maż wraca z pracy uchachany. Pierwsza myśl - pewnie nowy kontrakt. Ale nie . I zaczyna opowiadać : „ Odwiedził mnie dziś w pracy , a właściwie to od razu specjalnie po to tylko zajechał, bo wiedział jak mi zależy i chciał osobiście , Tomek no wiesz ten mąż Goski „ Moja pierwsza myśl myślę ani to nasz jakiś wybitny znajomy, ot rozmawiamy od czasu do czasu na ulicy , ale to tylko mąż córki sąsiadki mojej teściowej. Co się takiego stało pozytywnego że aż się osobiście do męża pracy pofatygował. Ot i stało się. Kontynuuje maż : „ Otóż mówi mi ten Tomek stoję sobie w jak zwykle długiej kolejce w banku , z nudów czytam wszelkie plakaty, ogłoszenia i moim oczom ukazuje się obwieszczenie komornika o licytacji , uwagę moja przyciągnęły zdjęcia. Bo kojarzę tą nieruchomość. Nawet w duchu się zaśmiałem. Bo zdjęcia przedstawiają dom, gospodarstwo, w ogłoszeniu wymienione że nieruchomość składa się z ziemi o powierzchni 2,6 h domu, obory, stodoły i dwóch budynków gospodarczych i faktycznie tak było ale dobre kilka lat temu. Z pół domu rozebrali miejscowi cyganie bo drewniany a bale na opał się przydały , stodołą kilka lat temu zawaliła się pod ciężarem śniegu. Dachu na oborze dawno nie ma za to wyrastają z niej już wyższe od niej czarne bzy . Potencjalny kupujący się trochę zdziwi jak zobaczy zdjęcie a potem to co jest w realu . Ale tak sobie dalej myślę ja znam wariata co się na tę działkę napalił. I jak tylko załatwiłem sprawę od razu do ciebie przyjechałem .” Mąż bez zastanowienia rzucił wszytko i wte pędy ruszył do biura komornika. I tak to jest nasza działka. A licytacja jej będzie 17 marca , o cudowny losie to akurat urodziny męża. Oczywiście dowiedział się jak przystąpić do licytacji. Kolejnym krokiem było odwiedziny w Urzędzie Gminy . I tu już nie było tak kolorowo. Największy szkopuł to brak dojazdu do nieruchomości. Faktycznie droga jest , ale nie ma jej na planach. O ile nikt nie zagrodzi można jeździć ale pozwolenia na budowę nie dostanę. Są dwa wyjścia albo składać do UG podania o wykupienie drogi - co w zasadzie gmina zrobić powinna bo tam jest 6 działek które nie mają drogi ( pierwotnie cały ten teren należał do dziadków Tomka EŁ, w latach 80-tyc dziadkowie podzielili to pole na swoje dzieci jednak nikt się nie zatroszczył o wyznaczenie drogi formalnej. ) Kolejnym szkopułem było iż z przodu działki wykrojona jest działka o powierzchni 11 ary która faktycznie należała do Tomka EŁ, zaś licytowana część do jego kuzyna. Niestety licytowana działka nie obejmowała całego terenu który by nas interesował . A właściwie to męża bo do tej pory to ja tam nawet faktycznie nie byłam . Wiec i ta informacja ogólnie o całej licytacji nie wzbudziła we mnie takich emocji jak w nim, Bo Dla mnie to nadal była tylko kupa krzaków. W kolejnych dniach namówił mnie na wyjazd tam ....i do tej pory zachodzę w głowę jak na pierwszy rzut oka można się przywiązać do kawałka ziemi porośniętego chaszczami.

Tym razem zajechaliśmy od przodu działki. Jest ona zlokalizowana przy drodze gruntowej, na którą skręca się z drogi powiatowej. Następnie aby do niej do jechać należy skręcić w prawo przed omawianym wyżej lasem brzozowym., w drogę która formalnie jest ale nie na papierze.
I tu ukazuje nam się następujący widok : z przodu i po bokach pole uprawne za polami po prawe stronie mamy kolejny piękny brzozowy las ( który nie wchodzi w skład licytowanej działki ale teraz jest już mój) a po lewej łąką , która teraz jest już również moja. Zaś tył działki to wielkie majestatyczne drzewa na pierwszy rzut oka widać ich około 20, plus liczna grupa mniejszych drzew, miedzy nimi mnóstwo czarnych bzów i mieszanina wszelakich innych niskich krzewów. Naszym oczom ukazuje się resztka domu - spomiędzy licznych chaszczy migoczą resztki różowej elewacji nad którymi góruje ceglany komin. I tak chcę to mieć, chce tu mieszkać, chcę tu żyć .


W dzień przed licytacją mimo brzydkiej pogody -było pochmurno , wietrznie i padał śnieg z deszczem wybieram się rowerem na działkę. Miłość jest silniejsza ponad wszystkie przeciwności nawet pogodowe. Robię jej pierwsze zdjęcia. Choć w moim sercu jest spokój. Nie napalam się. Już były podjęcia do zakupu i źle się skończyły. A tu licytacja. Kto da więcej. A jak trafi się ktoś z grubszym portfelem ? Staram się zachowywać spokój . Zrzucam zdjęcia na komputer, przeglądam je z milion razy i nie wyjmuje Wyciągam wszystkie nasiona które mam a właściwie ich opakowania bo w większości mam już wysiane i planuję , planuję wysadzić to na tym kawałku , które było do tej pory polem uprawnym, bo zdaje sobie sprawę że tylko tu będę mogła- nie ogarnę chaszczy gdzieś bliżej starego domu.
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Za tę wiadomość podziękował(a): Jaedda

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 16:20 #632285

  • Ika2008
  • Ika2008's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 376
  • Otrzymane dziękuję: 877
Super, że założyłaś swój wątek.
Z przyjemnością będę go śledzić, bo zapowiada się ciekawie.
Pozdrawiam, Marta.
Za tę wiadomość podziękował(a): andziasz

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 16:45 #632291

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
No to wrzuca zrobione wtedy zdjęcia ( nie sugerujcie się datami na nich, aparat je sam wstawił) .

Tu jest widok na działkę , jak skręcimy z drogi gruntowej, ta droga nazywana przez nas "starą drogą" jest właściwie drogą prywatną, biegnącą po działkach. To polew po lewej i ten las udało nam się też potem dokupić. Również na licytacji komorniczej. Przed ty polem jest jeszcze młody lasek brzozowy, ale on już do nas nie należy.

101_0935.jpg


Mój lasek brzozowy i moja zielona strzała :)

101_0941.jpg


A tu działka właściwa - ta która kupiliśmy pierwszą :

101_0945.jpg


Ruiny Starego domu

101_0948.jpg


Jedna z moich ulubionych brzóz. Po jej prawej stronie jest jedna z najpyszniejszych czereśni jakie jadłam. Zaś po prawej stronie od czereśni jest teraz "nowa droga" , którą dojeżdżamy do siebie. Zaś przed brzozą i czereśnia mam teraz warzywnik.

101_0950.jpg


Tam gdzie stoją słupy pierwotnie była łąka, również udało nam się ją kupić, a jakże na licytacji.

101_0953.jpg
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Za tę wiadomość podziękował(a): ewa-s, Emalia112, CHI, minohiki

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 16:51 #632293

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
I jest wtorek 17 marca 2009 r . Mąż jedzie na licytację . Wraca do domu. Nie mówi nic tylko kreci głową . I ostatecznie dodaje „ nie udało się” . Ale spokojnie byłam na to przygotowana. Ale w środku aż mnie skręca. Powali dociera. Nie mam jej, nie mam. .....

I dalej zaczyna mąż „ ale póki co nikt jej nie ma”. Nadstawiam ucha, przez źrenicę przechodzi błysk, a usta wydają chrapliwy dźwięk : „ ale jak to ?!” A tak ze dosłownie dzień przed licytacją do sądu wpłynęło pismo iż ZUS także upomniał się o długi wobec właściciela. A że pismo miało błędy formalne, sąd musi wezwać go do ich usunięcia, w związku z tym licytacja jest odroczona. I znów zapłonęła iskierka nadziei .Jeszcze może być pięknie.
Mąż dowiedział się od komornika, na jakiej stronie www będzie informacja o licytacji. Sprawdzałam ją po klika razy dziennie. A w miedzy czasie z bólem serca ze nie u siebie dopieszczałam ogród koło domu. Uczyłam się jak nazywaj się kwiaty jak o nie dbać. A każdego ciepłego popołudnia wkładałam córkę w fotelik rowerowy i jechałyśmy się przejechać na „ naszą działeczkę” .

Troszeczkę z zdjęć z mojego przydomowego ogródka. Roślinki obfotografowywane przez męża.
Mieczyki
upowanienie1137.jpg

Rzekotka

upowanienie1138.jpg



Motylek na aksamitce

upowanienie1150.jpg
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Ostatnio zmieniany: 06 Gru 2018 16:52 przez andziasz. Powód: błędnie wsaione zdjecie
Za tę wiadomość podziękował(a): Łatka, minohiki, Jaedda

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 20:16 #632317

  • Dorota15
  • Dorota15's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 2853
  • Otrzymane dziękuję: 2439
Aniu cieszę się, że założyłaś wątek :flower1:
To fajna historia pisana przez życie.
Przeczytałam wszystko i czekam na więcej :)
Za tę wiadomość podziękował(a): andziasz

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 20:51 #632326

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 5867
  • Otrzymane dziękuję: 9845
Aniu -rzekotka niesłychana, w życiu nie widziałam "w realu".
Masz wielki kawał świata na własność, rozumiem Twoje uczucia - choć w górach mam tylko 18 arów.I to w całkiem innych "okolicznościach przyrody" - mój swiat nachylony pod dużym kątem, opiera się o stary bukowy las...
Bardzo jestem ciekawa, jak u Was wygląda , gdy wybucha wegetacja.
A czereśnie...mmm... ślinka mi poleciała. :P
Za tę wiadomość podziękował(a): andziasz

Moje 6 hektary (nie)szczęścia. 06 Gru 2018 21:31 #632333

  • andziasz
  • andziasz's Avatar
  • Offline
  • Expert Boarder
  • Posty: 155
  • Otrzymane dziękuję: 297
Dorota15 witam cię w moim wątku. Już od dłuższego czasu się zbierałam założyć ale jakoś nie miałam odwagi i czasu. Uprzedzając pytanie dlaczego nie miałam odwagi. Mam swoją grupę ogrodniczą na FB i to tam poznałam dziewczyny które zaprosiły mnie na Oazę . Jedna z nich wychwalała wasza wiedze pod niebiosa ( nie będę ujawniać nicku powiem tylko że po rozłamie przeniosła się na ZZ) że u mnie na grupie ktoś wyhoduje byle czerwonego tulipana i się uważa za ogrodnika a prawdziwi ogrodnicy są na Oazie. Ale weszłam nieśmiało czytam rożne watki, przeglądam wasze ogrody i widzę że tu normalni ludzie. Fakt niektórzy z potężną wiedza ale i tacy co popełniają błędy, ciągle się uczą. No jak widać niektórzy mają rozbuchane ego.

Aniu Łatko a wiesz że ja tą rzekotkę tylko na zdjęciu :) to mąż ją uchwycił no w moim ogrodzie a ja jej nigdy na żywo nie zobaczyłam. Cały wieczór siedziałam przegadałam zdjęcia jutro będę wrzucać . U mnie teren raczej płaski w tym miejscu co ma mam działkę. Ale już kilkaset metrów za nią teren fajnie schodzi w dół żeby znów podnieść się w górę. No w końcu to wyżyna Lubelska. Też jakieś zdjęcie się znajdzie.

Jutro będzie też opis licytacji.
Nic tak nie cieszy jak dłubanie w ziemi :)
forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/3...czescia?limitstart=0
Za tę wiadomość podziękował(a): Łatka

  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3
Moderatorzy: Dorota15
Wygenerowano w 0.197 sekundy
Zasilane przez: Kunena Forum