Cześć

, i znowu się chmurzy i znowu mam wielką nadzieję na deszcz i pewnie znowu obejdę się smakiem. No nic, podlewam, a to dopiero nowość

Wczoraj miałam niezłą zabawę ze zwierzakami. Otóż zasiadłam przed monitorem, coś tam sobie oglądam, piję kawę, psiska przed domem, kręgosłup odpoczywa, pompa chodzi, jednym słowem wspaniałe wczesne popołudnie, i nagle wrzask psów, dziwne piski, łomoty, koniec świata. Popędziłam do przedpokoju, drzwi były otwarte na zewnątrz, zamknięte te z przedpokoju do domu i widzę Zuzię nastroszoną, a w kącie, przerażony malutki wiórek. Złapałam Zużkę na ręce i wyniosłam na zewnątrz, Kuba nie wszedł do domu, więc o tyle było łatwiej i psiaki zostały w ogrodzie. Darły się okropnie, a wiórek skorzystał z momentu, gdy wchodziłam do przedpokoiku i czmychnął do domu. Tutaj cały dół jest otwarty i złap człowieku wiórka! Chowała się wszędzie, nie chciałam jej osaczać i łapać, bo by pewnie biedusia dostała zawału, rozsypałam orzeszki po podłodze na trasie do wyjścia, ale gdzie tam ona myślała o jedzeniu. Ostatnim miejscem pobytu był schowek pod schodami a tam szczelina pod konewką akumulatorową

Normalnie wiórek ogrodnika

W czasie, kiedy schowała się pod kaloryfer, za drewnianą obudową, udało mi się bezkolizyjnie zamknąć psy w pokoju, dlatego drzwi na zewnątrz były otwarte i spod konewki rudzielec pognał do ogrodu. Po dwóch godzinach!
Dawno się tak nie zmęczyłam, odsuwałam wszystko, żeby delikatnie ją wystraszyć i zmusić do zakończenia wizyty

Ładny relaks, prawda? Małe, głupiutkie wiórkowe dziecko, jak wszedł do domu, to tylko on wie

I dlaczego moje czujne psy, go wcześnie nie przestraszyły, to nie wiem. W każdym razie, drzwi już są zamykane, chyba, że ja jestem przed domem i pilnuje obejścia
Moniśka, ta azalka kwitnie wcześniej, taka odmiana. Nazywam ją 'azalka Mamy', bo od Mamy ją wzięłam na kurację i już została. Wczoraj to byłam raczej jak łódż wyścigowa, ale rozumiesz sytuację, jak sobie wyobraziłam, że któryś psiak by ją dopadł

MM pięknie się zapowiada

Jeżeli dalej będziesz 'bezdomna', zapraszam serdecznie
Gabrielu, witaj, miło, że wpadasz

Spektakl azaliowo-rodkowo-kwiatowy to będzie u Ciebie

. Ale wszyscy czekamy na wszystkie ogrodowe radości i u siebie i u innych. Serduszki są śliczne, żal mi wyrywać, ale pewnie kiedyś będzie trzeba, bo się zaserduszkuję na amen.
Ewcia, mów, co wypatrzyłaś, skąpirusie Ty niedobry. Może i ja coś kupię? Chyba, że różowe, to sobie daruję. Moje ketmie wymarzły 15 lat temu, więc już stąd na nowe miejsca nie mogę liczyć
Pikutku 
Śliczny Kubuniek
Aparat leżał na stole więc złapałm i pstryknęłam gościa za piesową kanapą
Principessa /Fanny=Pucella/ pięknie zapączkowana
Zrujnowałam kawałek skarpy pod domem, wysadzam bukszpany, bo zrobiło się ciasno i okropnie. Teraz mam sto pomysłów, co posadzić i myślę, myślę i myślę....a skrzynki zabezpieczają przez kociskami
Na zielono; bardzo mocno przyrasta Blue Tit Magor /na pierwszym planie/, żeby tylko zawiązał pączki na przyszły rok, teraz ani jednego kwiatka