TEMAT: Początki ogrodu na ugorze

Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 11:30 #73347

  • Cebulla
  • Cebulla's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 657
  • Otrzymane dziękuję: 197
Witam Was wszystkich serdecznie w moim własnym wątku. Czas na coming out! Porządkowanie zdjęć uświadomiło mi ostatnio, jak długą drogę przeszłam w ciągu czterech ostatnich lat, jeśli chodzi o wiedzę związaną z ogrodnictwem. Postanowiłam opisać moje zmagania z zakładaniem ogrodu na ugorze. Nie twierdzę, że stałam się ekspertem, ale z całkowitego dyletanta ogrodowego, mieszczucha, który nie potrafił w domu utrzymać żadnej rośliny doniczkowej, zmieniłam się w człowieka rozmawiającego nie tylko z roślinami, bo to normalne w końcu, ale także z glebą, wodą, wiatrem… Jednym słowem zmieniłam się w świra ogrodowego. I wcale nie żałuję. Jeszcze duuużo muszę się nauczyć i jeszcze więcej pracy przede mną, ale mam nadzieję, że ktoś zechce się pochylić nad moją historią.
Historia zaczyna się banalnie od za ciasnego mieszkania w centrum Wrocławia. Osoby dramatu: ja- magister historii pracujący w wolnym zawodzie (czytaj człowiek bez etatu, łapiący się każdej, nawet najbardziej nieprawdopodobnej fuchy), Małż- informatyk żyjący bardziej w świecie wirtualnym niż realnym, córa Lea lat 4, Max-mieszaniec owczarka niemieckiego i doga niemieckiego. 45 metrów kwadratowych nie zapewniało dostatecznej przestrzeni życiowej dla takiej brygady. Podjudzeni przez rodziców decydujemy, że zamiast większego mieszkania w mieście kupimy działkę budowlaną pod miastem. Po roku poszukiwań, w 2004 r, trzy dni przed wejściem Polski do Unii Europejskiej kupiliśmy 1150 metrów kwadratowych ugoru na obrzeżach Wrocławia. Bez drogi i mediów, ale za to na zboczu niewielkiego pagórka, z dala od wylewających rzek, z wiatrami wiejącymi zazwyczaj w kierunku miasta, a nie odwrotnie. Działka leżała wśród innych działek o podobnym metrażu powstałych po podzieleniu dawnego pola pszenicy. Ugorowana była kilka lat, zanim doszło do podziału, więc jej roślinność stanowił głównie perz, nawłoć, osty, mlecze i maki. Nas urzekła w każdym bądź razie. Nie mamy zdjęć po zakupie, ale oto relacja z pierwszego pikniku po wykopaniu ław fundamentowych.

[attachment:1]BudowaDomu013-1.JPG[/attachment]

Trochę nam zeszło z rozpoczęciem budowy, ale pojawienie się nowego członka rodziny w 2007 zmobilizowało mnie do powiększenia przestrzeni życiowej. I tak miesiąc po porodzie przystąpiłam do budowy domu. Tak byłam skoncentrowana na pilnowaniu prac nad domem, że nie zwracałam uwagi na to, co ekipa wyprawia na przyległym terenie. I to był błąd, który kosztował mnie i będzie jeszcze kosztował mnóstwo pracy i środków… Przestroga dla planujących budowę: wytyczyć ekipie niezbędny obszar działań (żeby ograniczyć do minimum degradację życia w Waszym przyszłym ogrodzie), nie pozwolić składować materiałów, gdzie popadnie (bo całą działkę będziecie mieli ubitą ciężkim sprzętem tak, że najgłębsza orka tego nie ruszy), nie pozwolić składować odpadów budowlanych, gdzie popadnie (bo będziecie wykopywać i wykuwać niespodzianki przez kolejne lata), zapewnić ekipie pojemnik na szkło (bo potłuczone butelki kamuflowane w chaszczach będą przyczyną przykrych skaleczeń).
Budowa oznaczała zniszczenie struktury gleby. Niby humus został zebrany i był składowany osobno, ale taka ingerencja nie mogła być obojętna dla życia glebowego

BudowaDomu010-1.JPG

Już przy pierwszych pracach poznaliśmy naszą ziemię, a właściwie pokłady gliny różnej maści… Glińsko takie, że w stanie namoczonym wssysa wszystko (do tej pory nie odnaleziono kaloszka Małża numer 44 wessanego przy próbie wykopania rury z wodą), a w stanie wysuszonym twardnieje na beton B20. Glina próbowała wessać gruszkę z betonem, w związku z czym pozwoliłam ekipie wysypać w przyszłym przedogródku dwie wywrotki tłucznia. Do tej pory wydzierguję go z rabatek… Dosypywaliśmy piasku oczywiście, ale on znikał jak rozpuszczony w glinie

zasypywanie2.jpg


Górki z piaskiem, paletami, cegłami, deskami, żwirkiem, śmieciami rosły jak grzyby po deszczu. Ten uroczy bałaganik widoczny z mojego przyszłego salonu uprzątnęłam potem w większości sama :mad2:


pomieszczenia004.JPG

Wprowadziliśmy się w maju 2008, 14 miesięcy po wbiciu pierwszej łopaty. Do domu bez drzwi wewnętrznych i częściowo podłóg. Bez kuchni i schodów na piętro, ale za to z widokiem na żywopłot z czarnego bzu na sąsiednim ugorze.


BudowaDomu007.JPG

Ależ ten bez pachniał! Niestety został wykarczowany przez sąsiadów… W momencie wprowadzki wyglądało to mniej więcej tak:
przedogródek

kominek-pasowanie005.JPG

Ogród na tyłach domu
okna3.jpg


wiecha005.jpg


Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 11:36 #73349

  • Cebulla
  • Cebulla's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 657
  • Otrzymane dziękuję: 197
Były też i kwiaty…

2008-06-0208-43-21_0030.JPG

Mała architektura dla dzieci się pojawiła

2008-06-0208-42-45_0029.JPG

Pojawił się taras sklecony z europalet

DSCF0011.JPG

Uprzątnęliśmy pozostałości po budowlańcach i nawieźliśmy czarnoziemu- 900PLN za wywrotkę, a wywrotek było duuużo. Musieliśmy podnieść teren, żeby w miarę wyrównać się z sąsiadem, który się podpiwniczył i mocno podniósł teren wokół swojego domu. Czarnoziem poszedł pod warzywnik. „Wystarczyło” tylko te kilkadziesiąt ton rozgarnąć grabiami i gotowe. Nie chciałam już żadnych koparek w moim ogrodzie.

lea_kacper_ala002.JPG


Tam, gdzie było to możliwe przejechał traktor, zaorał, zabronował, a ja wysiałam na całym obszarze mieszankę gorczycy, łubinu i facelii. Wszystko ładnie wzeszło


DSCF0006-1.JPG


DSCF0022.JPG


Jak widać na ostatnim miejscu pojawił się równiez kompostownik. No bo postanowiłam, że mój ogród będzie ekologiczny, ale to już całkiem inna opowieść…

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 12:09 #73352

  • Tacca
  • Tacca's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 851
  • Otrzymane dziękuję: 470
Działka pewnie już zagospodarowana , ogrom pracy musieliście włożyć , pokarz jak teraz wygląda . :ouch:

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 15:11 #73374

  • r-xxta
  • r-xxta's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 7996
  • Otrzymane dziękuję: 2607
Wciągnęłam się w opowieść zamiast wracać do rozpoczętej roboty :rotfl1:
Niektóre fragmenty historii są mi dziwnie znajome :whistle: , zwłaszcza te o wykopywaniu gruzu, szkła, drutów i szmat z dołków pod rośliny :hammer:
Bardzo jestem ciekawa, jak to dziś wygląda :supr:

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 16:37 #73379

  • pamelka
  • pamelka's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 9525
  • Otrzymane dziękuję: 2407
A ja znam tę opowieść ;)
Daguś bardzo miło powitać z wątkiem ogrodowym :hug:

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 17:04 #73384

  • dorota
  • dorota's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 432
  • Otrzymane dziękuję: 103
Witaj Dagmaro , nareszcie masz własny wątek ogrodowy i to z rysem historycznym ( mi niestety brakuje zdjęc z okresu budowy) jak się cieszę :woohoo: No to czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy opowieści :) :hug:
Pozdrawiam- Dorota
Mój ogród- po prostu

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 17:19 #73386

  • magdala
  • magdala's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4686
  • Otrzymane dziękuję: 1085
Dagmaro :bye:

Ja czytałam z wypiekami na twarzy :P Na tamtym forum nie miałam szczęścia trafić do Ciebie.

Twoja opowieść jest mi tym bardziej bliska,że aktualnie jestem na etapie tworzenia ogródka na placu budowy ,z tym ,że mój dom jeszcze nie
nadaje się do zamieszkania - nawet okien nie ma...

Pokaż zdjęcia obecnego stanu -strasznie jestem ciekawa :)

Co do śmieci pobudowlanych, tyle się o tym nasłuchaliśmy wcześniej, że mój mąż od początku biegał i sprzątał na bieząco :)

Co nie oznacza ,że znajdujemy czasem jakiś kawał płyty betonowej na przykład -ale to "pamiątki" raczej po wcześniejszych sąsiedzkich budowach...

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :P

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 17:31 #73388

  • dala
  • dala's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Strefa 7a
  • Posty: 4634
  • Otrzymane dziękuję: 3774
Dagmarko, jak się cieszę, że założyłaś swój własny wątek :)
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam historię Twojego domu i ogrodu. Tym bardziej, że ja zupełnie nie miałam takich doświadczeń, ponieważ kupiłam stary dom z już zagospodarowanym ogrodem. Ma to oczywiście swoje dobre i złe strony. Ty miałaś mnóstwo roboty, żeby stworzyć ogród od zera, ale wszystko od początku kształtowałaś wg swoich upodobań. Ja miałam nieco mniej pracy, ale też mniejsze pole do popisu...
Ale, tak tak TY, dopiero dzięki forum nauczyłam się ogrodnictwa ;)
A teraz czekam na aktualne fotki...
Pozdrawiam i zapraszam do mojego ogrodu!
Ogród Dali '2017

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 19:13 #73423

  • Roma
  • Roma's Avatar
No wreszcie jest wątek :bravo: :bravo: Ciekawie zapowiadająca się historia powstawania ogrodu :) Z niecierpliwością będę czekać na ciąg dalszy :kiss3:

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 19:36 #73438

  • Cebulla
  • Cebulla's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 657
  • Otrzymane dziękuję: 197
Cieszę się, że moja opowieść Wam się podoba. Posnuję więc dalej...

Napięcie trzeba budować powoli, więc na aktualne zdjęcia musicie poczekać :whistle: … Robienie porządków po budowie trwało całe lato i jesień 2008. Ale posprzątaliśmy, znaczy ja posprzątałam :mad2: choć czasami wydawało się, że ta robota końca nie będzie miała. Niestety nasze stare psisko nie wytrzymało trudu przeprowadzki na wieś… Strasznie chciał nam we wszystkim pomagać, pilnować terenu, gonić koty, aż dysplazja tak się pogłębiła, że musieliśmy go uśpić… Jak widać na zdjęciu dzikie pola za miedzą zaczęły się zapełniać bliźniakami budowanymi przez dewelopera.


DSCN0309.JPG

Do końca 2008 udało nam się otynkować dom i wybrukować podjazd i ścieżki z przodu domu. Już nie gubiliśmy butów w błocie drodze do samochodu.


011_2.jpg


Ziemia została rozplantowana. I dopiero wtedy pokazał się ogrom zniszczeń… Ziemia, na której miałam budować ogród, była wielkim placem wyjałowionych grud gliny. Głębsze warstwy gliny były ubite na beton. Znajomy poradził mi, żebym zrobiła prosty test na przepuszczalność gruntu- dołek napełnić wodą i zobaczyć, kiedy woda wsiąknie. U mnie zasypaliśmy dołek po 2 tygodniach, bo woda stała i stała i baliśmy się, że nam się dziecko utopi…
Ruszyło mnie strasznie sumienie, że tą swoją budową zniszczyliśmy kawał życia na naszej planecie. Za punkt honoru postanowiłam sobie jego odbudowę. Ekologicznie- czyli bez pestycydów, co wywołało znaczące pukanie się w głowę sąsiadów. Wiadomo przecież, że bez zalania działki randapem nie da się zrobić ogrodu. Ja jednak uparłam się jak osioł. Nie uwierzyłam jakoś w marketingowe zapewnienia o nieszkodliwości herbicydów. Na szczęście nie było nas stać na robienie ogrodu przez firmę, gdzie zlewanie randapem to standardowa usługa. Postanowiliśmy rozluźnić naszą ziemię piachem. Przekopywanie piachu połączyliśmy z wybieraniem perzu widłami amerykańskimi. Dwa miesiące, dzień po dniu wybierałam ten perz z tych miejsc, których nie mógł przeorać ciągnik. Zasianego poplonu nie kosiliśmy, został na zimę. Posadziliśmy jesienią pierwszą roślinę! Sosna czarna AD 2009:


DSCF0001.JPG


Poza tą sosenką nie bylo nic...Wiosną płytko przeoraliśmy teren jeszcze raz, zabronowaliśmy, wygrabiliśmy i mieliśmy pięknie przygotowaną ziemię pod trawnik. Całą zimę knułam, czytałam, podgladałam i wiosną dziarsko złapałam za łopatę i zaczęłam sadzić! Ale to w kolejnym odcinku...

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 19:37 #73440

  • Shirall
  • Shirall's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 4000
  • Otrzymane dziękuję: 740
ojej.......ale miałaś przygody :woohoo:
hehe no i witam koleżankę po fachu czyli panią historyczkę czy jak to się mówi "Histeryczkę" :rotfl1: :kiss3:
kłania się specjalizacja społeczeństw antycznych - zwłaszcza okres schyłku i upadku Republiki Rzymskiej :whistle:
no i czekam na kolejne zdjęcia :woohoo:

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 20:02 #73454

  • olibabka
  • olibabka's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Więc w takiej ciszy ukryty ja - ja liść
  • Posty: 4376
  • Otrzymane dziękuję: 2900
Fascynująca opowieść - częściowo i mnie bliska: budowa domu, wprowadzenie się do stanu surowego i mozolne wykańczanie kolejnych pomieszczeń. Mieliśmy też zatopiony samochód w błocie. U nas wprawdzie nie glina lecz lessy, ale one po deszczu też pozbawiały nas obuwia :rotfl1: Czekam na ciąg dalszy :)
pozdrawiam serdecznie, Marysia :)

[...]kielich światła nachylony wśród roślin
Odsłania w każdej z nich jakieś przedtem nie znane dno[...]
Ostatnio zmieniany: 29 Wrz 2012 20:40 przez olibabka.

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 20:12 #73457

  • dorota
  • dorota's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 432
  • Otrzymane dziękuję: 103
Jak ja lubię takie opowieści :drink1: , choć wątek o walce z perzem i gubieniu butów w błocie jest mi doskonale znany :rotfl1: z autopsji . Z resztą drogi z prawdziwego zdarzenia to my do tej pory nie mamy, ale gmina kilkakrotnie wysypywała już tłuczeń, bo nagminnie zakopywały się wszystkie auta osobowe ( dobrze , ża sąsiad ma dźwig, którym nieustannie wyciągał z błota) , a dzieci z naszej ulicy nie mogły dojść do szkoły .Masakra, dobrze, że to już przeszłość :)
Pozdrawiam- Dorota
Mój ogród- po prostu

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 20:21 #73459

  • Roma
  • Roma's Avatar
Dagmaro- dzięki Twojemu sposobowi opowiadania, przypomniały mi się czasy Reglamentacji :devil1: :wink4:

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 20:27 #73461

  • artam
  • artam's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 8610
  • Otrzymane dziękuję: 2695
Daga, no wreszcie! :drink1: Z wielkim zainteresowaniem czytam Twoją opowieść i znajduję kilka punktów wspólnych... Czas zakładania ogrodu by się zgadzał, ja też jakoś tak chyba w 2008 zaczęłam swoje gospodarowanie na ugorze, ale mój ugór historycznie ;) starszy... Najstarsi mieszkańcy mojej wioseczki nie pamiętają, by coś tam poza chwastami rosło! :rotfl1:
I nie zapomnę, jak przyszedł do mnie, kiedy sadziłam jakieś rośliny, mój sąsiad, rolnik z dziada pradziada i powiedział, że szkoda mojego trudu, bo tu i tak nic nie urośnie...
Bo u mnie w dodatku piachy, u Ciebie glina... Ja wciąż nie wiem, co gorsze! ;)

Odp: Początki ogrodu na ugorze 29 Wrz 2012 23:14 #73524

  • waldek727
  • waldek727's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 1299
  • Otrzymane dziękuję: 835
Cześć Dagmaro.

Cieszę się, że kolejna osoba pozytywnie myśląca o sobie, rodzinie i ogrodzie założyła w,,Oazie" swój własny wątek.
Ja też tak jak i pozostali forowicze przeczytałem Twoją historię z dużym zaciekawieniem. Chciałbym aby Twój wkład pracy niedługo zaowocował pięknymi, zdrowymi roślinami pośród wymyślonej przez Ciebie małej architektury ogrodowej. Bez tego niedocenianego elementu ogród staje się monotonną zieloną płaszczyzną.
Twoja nieustępliwość przy gromadzeniu w glebie jak największej ilości substancji organicznej już w niedługim czasie zaowocuje tym, że gliniasta wcześniej gleba pójdzie w zapomnienie a na jej czynnej powierzchni zacznie powstawać warstwa próchniczna z humusem. Dodatkowo wzbogacana corocznie ziemią kompostową, różnego rodzaju gnojówkami i szczepami pożytecznych mikroorganizmów oraz grzybów stanie się rajem dla wszystkich roślin w Twoim ogrodzie.
Wszyscy sąsiedzi którzy wcześniej pukali się w czoło, teraz na widok Twojego zielonego zakątka będą podpierać tymi samymi paluszkami swoje szczęki. :woohoo:
Szczęściem też będzie dla Ciebie spoglądać na bawiącą się latorośl wśród ogrodu który jest wolny od chemii i żyje w zgodzie z naturą.

Pozdrawiam. Waldek.
,,OGRÓD KTÓRY ŻYJE W ZGODZIE Z NATURĄ, ŻYJE PEŁNIĄ ŻYCIA."
mój wątek-OGRÓD W HARMONII Z NATURĄ

"www.twojapogoda.pl/polska/mazowieckie/warszawa
Ostatnio zmieniany: 29 Wrz 2012 23:18 przez waldek727.

Odp: Początki ogrodu na ugorze 02 Paź 2012 23:25 #74334

  • Cebulla
  • Cebulla's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 657
  • Otrzymane dziękuję: 197
Waldku, po tym sezonie jestem już bardzo pewna obranego kierunku. Rezultaty już widać gołym okiem. Na przykład takie róże... Pierwsze róże sadziłam w kupnej ziemii (nie miałam swojego kompostu jeszcze), zasilałam drogimi, długodziałającymi nawozami w granulkach (najlepszymi według sprzedawcy w ogrodniczym :mad2: ), a one i tak w połowie sezonu były łyse z powodu plamistości, łapały mączniaka. Teraz rzecz ma się zupełnie inaczej. Posadzone w kompoście nad końskim obornikiem, kopczykowane jesienią kompostem z końskim obornikiem, zero nawozów sztucznych- zasilane w sezonie dwa razy gnojówką z pokrzyw i skrzypu- zero plamistości, mączniaków, zero jakichkolwiek oprysków. Tfu tfu na psa urok, ale nie wiem też, co to choroby grzybowe na innych roślinach.

Ale wracając do mojej opowieści, nie od razu było tak różowo... Wiosną 2009 udało nam się założyć trawnik. Przewidując, że jego zrywanie będzie trudne, od razu z rozmachem wytyczyłam rabaty. Trawa rosła nawet, nawet. Przezimowanie w gruncie poplonowych roślin i ich przyoranie wiosną dało nadzwyczaj dobry efekt dla trawy. Chwasty wschodziły nieliczne, nie szczędziliśmy wody. Co innego rabaty i warzywnik. W warzywniku ziemia niby była dobra, ale po zdarciu jej z macierzystego terenu, przewiezieniu wywrotkami i po przewalaniu koparami niewiele w niej życia zostało. Pamiętam, że jak ją przywieźli aż roiło się od dżdżownic. Na wiosnę spotykałam nieliczne. Z pomocą teściów obsiałam jednak ten swój warzywnik po raz pierwszy w życiu. Plony były jednak marniutkie i bliska byłam zaniechania uprawiania warzyw, choć własne warzywka były moim marzeniem...

Zaczęłąm obsadzać rabaty... Kupowałam rośliny "oczami", wysiałam tony jednorocznych, dostwałam rośliny od rodziny i znajomych, wsadzałam tam, gdzie akurat było miesce. Nie pokażę ani jednego zdjęcia, bo to straszne było... Straciłam większość tych roślin :cry3: Część wygniła w glinie w deszczowe lato, resztę dobiła zima. Rosliny chorowały i nękało je robactwo wszelkiej maści. Cały sezon walczyłam widłami z perzem i innymi chwastami, które na szerokich rabatach miały używanie :mad2: Byłam bliska załamania... Fizycznej roboty był opór. Kopanie łopatą i przewalanie ton ziemii, brukowanie ścieżek, biegi z taczką... Ogród nie kojarzył mi się zupełnie z przyjemnością.

Oto ja w trakcie uzdatniania piachem glinowiska w podcieniu- teraz jest tu rabata hortensjowa


DSCF0012.JPG



DSC04271.JPG


Małż dzielnie zredukował hałdę cegły rozbiórkowej robiąc dwie ścieżki pod domem


DSC01351.JPG


DSC01350.JPG


Jak widać nadadzenia wygladają dramatycznie...

Z pozytywnych rzeczy zrobiliśmy częściowo ogrodzenie
DSCF0021.JPG


No i zapełnił się kompostownik ogromną ilością materii. Mojej i od sąsiadów, którzy nie mając kompostowników ( bo to nieeleganckie i nie pasuje do rezydencji) cieszyli się, że mogą się pozbyć problemu. Materii było tak dużo, że trzeba było zbudować kolejny kompostownik i usypać pryzmę. Nauczyłam się też robić gnojówki i zyskałam bezcenną wiedzę ucząc się na popełnianych błędach. Jesienią znowu każdy wolny kawałek glinowiska obsialiśmy gorczycą, facelią i łubinem. Wyglądało to co najmniej dziwnie, sąsiedzi jeszcze mocniej pukali się w czoło. Nie miałam jednak nadal własnego kompostu, ani pomysłu, jak inaczej jakoś użyźnić tą moją glinę. Zimą natknęłam się na FO i wsiąkłam... Naczytałam się, naoglądałam i nie mogłam się doczekać wiosny... Bo zaczął mi się krystalizować plan!

Po pierwsze postanowiłam ujarzmić mój stok. Działka leży na zboczy, kąt nachylenia około 5-7 stopni, ale to wystarczy, żeby wszystko spływało, zwłaszcza z warzywnika, który położony jest najwyżej. Próba otoczenia warzywnika bukszpanowym żywopłotem okazała się nietrafiona- w czasie jednej ulewy całe moje zasiewy spłynęły na trawnik :mad2: .


DSC01345.JPG


Powstała więc palisadka

DSC01428.JPG


Obecnie de facto jej nie widać zbytnio :rotfl1:

DSC03827.JPG
Za tę wiadomość podziękował(a): marta

Odp: Początki ogrodu na ugorze 03 Paź 2012 07:04 #74358

  • piku
  • piku's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 6366
  • Otrzymane dziękuję: 5030
Bardzo lubię takie historie zwłaszcza z dobrym zakończeniem :) Skąd inąd dobrze mi znane ;) , z uzdatnianiem gliny walczę od lat i również przewaliłam już tony piachu. Z ciekawością więc prześledzę ciąg dalszy opowieści :lol:
pozdrawiam - Wiesia :bye:


"Rośliny są jak ludzie, potrzebują miłości, ale i ludzie są jak rośliny, pozbawieni miłości więdną."

Moderatorzy: Adasiowa, Dorota15
Wygenerowano w 0.425 sekundy
Zasilane przez: Kunena Forum