TEMAT: Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 04 Lis 2017 07:04 #573048

  • CHI
  • CHI's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Posty: 812
  • Otrzymane dziękuję: 1681
Piękne kwiaty - a u mnie -2 i żaden portal nie zgadł... :mad2:


Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 04 Lis 2017 08:07 #573052

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 3872
  • Otrzymane dziękuję: 5112
Ojej, Małgosiu - pomarnowało Ci się coś?
W Sosnówce też szron w trawie - lecz bez przesady, tylko w zagłębieniach - i piękny widok w dół, w stronę dolnej wsi i jeleniej... postrzępione perłowe mgły, przez nie przebijają się ostatnie kolorowe drzewa. Nie mogłam przed chwilą odżałować, że nie wzięłam nic "wideotechnicznego" idąc pod górkę z psami n poranna toaletę.
Co do przewidywania - u nas to trudno, są lokalne zawirowania, inwersja.
Mam nadzieję, ze przynajmniej na miejskim tarasie ponad zero, bo zostawiłam niezabezpieczona cytrynę....

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 04 Lis 2017 17:17 #573095

  • Aszka
  • Aszka's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 2385
  • Otrzymane dziękuję: 2151
U nas było zero .Księżyc w nocy jasno świecił.Dzisiaj chyba też będzie zimno.Chyba okryję chryzantemy.
Ale chyba lepsza taka pogoda niż zgnilizna :jeez:

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 04 Lis 2017 18:01 #573114

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 3872
  • Otrzymane dziękuję: 5112
Pewnie, Olu, o tej porze przymrozki są jak najbardziej prawidłowym zjawiskiem. Tylko we Wrocławiu, jeszcze nie dzisiejszej nocy, bardzo, bardzo proszę...
W Karkonoszach dostaliśmy troszkę słońca i względnego ciepła jako niespodziewany podarunek listopadowy. Wykorzystaliśmy to na wycieczkę.
Najpierw pieszo - wokół Michałowic. Jest to jedna z ładniejszych karkonoskich wiosek, z uroczymi domami w starym sudeckim stylu - i z nowymi nie zawsze brzydkimi ;) . Warto dodać, że działa tu nie wiem, czy nie jedyny w Polsce prywatny i profesjonalny teatr na wsi, "Teatr Nasz", który jest pasją i sposobem na życie trójki aktorów z zupełnie innych stron. Bilet niełatwo dostać.
Poszliśmy przez las od końca drogi jezdnej niebieskim szlakiem



przez spore błota po ostatnich ulewach, przez połamane wichurą drzewa, przez bukowo-modrzewiowy, jeszcze miejscami złocisty las...







do rozdroża Trzy Jawory (nie ma tam ani jednego - lecz może były?)





...i tu padła mi bateria ;) ; dalej drogą rowerową nr 6 do zielonego szlaku i z powrotem zielonym do Michałowic. Spacer nie był długi - niecałe dwie godziny. Tak więc postanowiliśmy kontynuować zwiedzanie samochodem - a ja podładowałam komórkę :P
Z Michałowic rzut beretem do Jagniątkowa. W czasach mojego dzieciństwa było to znane uzdrowisko dla dzieci. Osobna wieś. W tej chwili - od lat osiemdziesiątych - dzielnica Jeleniej, ale wciśnięta między góry i nijak nie miejska.
Chyba najbardziej znanym zabytkiem jest tu zbudowana na początku 20 wieku willa Gerharta Hauptmanna (dla nie-germanistów: laureat literackiej nagrody Nobla 1912, poeta, dramato- i powieściopisarz); w tej chwili jest to muzeum.
Willę otacza półtora hektara naturalistycznego parku, z rododendronami, a jakże ;)





W środku najciekawsze (dla nie-germanisty) są pokrywające ściany freski w stylu art deco, dzieło śląskiego malarza Avenariusa z Gryfowa. Dzieło nazywa się "Hala niebiańska" i przedstawia sceny z dzieł Hauptmanna - ale wypatrzyłam i sporo tutejszych roślin. Naparstnica



Goryczki (jakość telefonowa :oops: , zdjęcie z odległości).



Jako że po tych atrakcjach zgłodnieliśmy, zamiast jechać do domu i wyciągać surowe produkty z lodówki, obraliśmy za kolejny cel pałac Pakoszów. Jest to barokowa budowla, następne ogniwo łańcucha pałaców w Kotlinie Jeleniogórskiej. Pięknie odrestaurowany, z dopiero co odnowionym otoczeniem parkowym.







Spod pałacu - piękny widok na zachodnia część Karkonoszy. Już posrebrzoną.



W środku - psy oczywiście mile widziane. I pyszny sandacz...
Tylko jedno jest dla mnie niejasne: co zbroił mój małżonek, że ni z gruszki, ni z pietruszki zabrał mnie na elegancki obiad? :think: :rotfl1:
Za tę wiadomość podziękował(a): Aszka, madzia, Dorota15, CHI

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 04 Lis 2017 18:34 #573123

  • Aszka
  • Aszka's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 2385
  • Otrzymane dziękuję: 2151
Aniu, pewnie był głodny a,że pałac po drodze ;)
Czynnie i aktywnie spędzony dzień. Dawniej chyba rododendrony były silniejsze i mocniejsze.Teraz po tych wszystkich przeróbkach są jakieś takie wydelikacone. Dlatego u siebie już nie będę eksperymentowała z krzewami które nie lubią mojej ziemi.
Miłej niedzieli
Za tę wiadomość podziękował(a): Łatka

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 04 Lis 2017 18:47 #573131

  • sierika
  • sierika's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Natury nie oszukasz,czyli moje dojrzewanie do eko
  • Posty: 3635
  • Otrzymane dziękuję: 2900
Piękna willa, piękne okolice i wyprawa udana :)
Za tę wiadomość podziękował(a): Łatka, CHI

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 05 Lis 2017 21:17 #573400

  • Margo2
  • Margo2's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 3568
  • Otrzymane dziękuję: 1563
Ja zostawiam liście, ale wiosną wszystko co zostaje po zimie sprzątam
Liście i gałązki zostawiam, żeby dać schronienie różnym żyjątkom.
Piękny mieliście spacer
Za tę wiadomość podziękował(a): Łatka, CHI

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 07 Lis 2017 15:43 #573643

  • Rudbeki
  • Rudbeki's Avatar
  • Online
  • Gold Boarder
  • Posty: 285
  • Otrzymane dziękuję: 331
Pieski świetnie się skomponowały z tymi eleganckimi zabudowaniami, aż miło popatrzeć :P

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 07 Lis 2017 21:21 #573712

  • CHI
  • CHI's Avatar
  • Online
  • Platinum Boarder
  • Posty: 812
  • Otrzymane dziękuję: 1681
Aniu świetna wyprawa i relacja - jak zwykle. No i Łaciate super wkomponowane w krajobraz :wink4:

Trzy Jawory były jeszcze w latach dziewięćdziesiątych - pamiętam. Ale wtedy jeszcze nie robiłam zdjęć drzewom (były klisze).

Pałacyk w Pakoszowie - szok. Pamiętam go "za poprzednich właścicieli". Niebo a ziemia - trzeba by podjechać. Niby blisko, a nie ma kiedy.

Co do obiadu i "zbrojenia" - dlaczego nie myślisz, że czasami i Tobie jakiś dobry obiad w pięknym miejscu po prostu PRZYSŁUGUJE ;)

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 07 Lis 2017 22:31 #573724

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 3872
  • Otrzymane dziękuję: 5112
Aszka wrote:
Dawniej chyba rododendrony były silniejsze i mocniejsze.Teraz po tych wszystkich przeróbkach są jakieś takie wydelikacone. Dlatego u siebie już nie będę eksperymentowała z krzewami które nie lubią mojej ziemi.

Olu - i tak, i nie (lubię takie stwierdzenia! :rotfl1: ).
Na pewno nie sposób doczekać się dorodnych rh na ziemi nieprzepuszczalnej, albo silnie zasadowej. Chyba że się trafi - przypadkiem, bądź badając grunt - na enklawę odpowiedniejszej gleby. Ja tak mam w mieście - azalie rosą - i to nieźle - w jednym jedynym miejscu w ogrodzie. To miejsce ma jakieś 10m2. Koniec, kropka. Z innych miejsc muszę - mimo drenażu, mimo sypania ziemi z worka - prędzej czy później ewakuować, ciesząc się, że mam dokąd.
Niektóre odmiany rododendronów, znane współcześnie, są naprawdę stare - ponad 100 lat, więc trudno mówić o "nowomodnych" krzyżówkach w każdym przypadku. Te wielkie, poniemieckie krzewy to zapewne najodporniejsze osobniki spośród dawnych nasadzeń.
Z drugiej strony i ja mam wrażenie, że krzyżowanie wyłącznie pod kątem uzyskania ciekawego koloru, pokroju rośliny, kształtu kwiatów spowodowało spadek odporności, podatność na choroby... Coś jak z psami niektórych "dziwnych" ras;)
Cieszę się, dziewczyny, że relacja się podobała. Może kogoś zachęcę do wizyty "w realu"? A Ty, Małgosiu - koniecznie do Pakoszowa zajrzyj. Mają dobrutkie espresso :coffe:
W mieście - grabienia cd, nawet tylko usuwając liście z trawnika na pewno napełniam codziennie 1-2 worki 120 l. Dziś, moknąc nieco, pościnałam resztki liści piwoniowych, wyrwałam ostatnie badyle po liliach, zabezpieczyłam też na zimę większość karp daliowych, choć jeszcze kilka nadal w ziemi... Więcej nie dało rady - rano dodatkowo wyprawa do weta na badanie krwi, koło południa zaś musiałam wsiąść w auto i przebyć moją trasę w Góry Sowie.Po czwartej zrobiło się całkiem mroczno...
Skutkiem katastrofalnej pogody i zaniku światła dziennego nieomal jak za kołem polarnym trudno o jakieś zdjęcia. Ale klonikowi - temu choremu - musiałam zrobić fotkę. Teraz ma swoje 5 minut.

Za tę wiadomość podziękował(a): Aszka, CHI

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 09 Lis 2017 01:36 #573895

  • Michał
  • Michał's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Storczykowo zakręcony ;)
  • Posty: 2027
  • Otrzymane dziękuję: 1015
Łatka wrote:
Mam wrażenie, że krzyżowanie wyłącznie pod kątem uzyskania ciekawego koloru, pokroju rośliny, kształtu kwiatów spowodowało spadek odporności, podatność na choroby... Coś jak z psami niektórych "dziwnych" ras;)

I tu się zgadzam w pełni. Widać to coraz częściej nie tylko na rododendronach, ale także innych roślinach, zwłaszcza tych owocowych.
Słyszałem jakiś czas temu, że miały trafić do obiegu rośliny, które dawniej wydawały lepsze plony bez krzyżowania i ulepszania genetycznego.
Jak na razie ciężko dostać odmiany roślin, które kiedyś nie były tak modyfikowane i krzyżowane.

Z drugiej strony, jest to tzw. "napędzanie gospodarki" poprzez tworzenie coraz to nowszych odmian. Nowsze nie równa się lepsze.
To trochę tak jak ze komórkami dawne nokie były prawie niezniszczalne, a dzisiaj strach wypuścić telefon z rąk.

Jedyną wadą dla mnie tych modyfikacji jest, to, że faktycznie dawnych odmian już prawie nie idzie nigdzie dostać.
Wszystko zostało wyparte przez hybrydy :dry: :huh:
Za tę wiadomość podziękował(a): CHI

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 09 Lis 2017 13:48 #573951

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 3872
  • Otrzymane dziękuję: 5112
Michale - jako starsza pani pamiętam aparaty telefoniczne, które w zasadzie starczały na całe życie. Analogowe aparaty. Z kręcącą się tarczą z dziurkami, pod którymi były cyfry ;)
Jeśli chodzi o rzeczy typu "jednorazowy użytek", albo "do pierwszej usterki" denerwuje mnie nawet nie konieczność wydania pieniędzy na nowe - o wiele bardziej marnotrawstwo surowców, energii i - hiperprodukcja śmieci. Które -żeby je zutylizować - potrzebują znowu dużego nakładu energii. Nie mówiąc o balaście środowiskowym. A w naszym pięknym kraju wciąż popularną metodą "utylizacji" jest wrzucenie w najbliższe krzaki :mad2:
Ale to temat na zupełnie inne forum chyba... i drażliwy...
Odnośnie "nowych" roślin - w krzyżowaniu nie ma nic złego, ludzie tak postępowali od zawsze. Ale nie dysponowali takimi środkami (chemia!), by chronić te produkty krzyżówek, które nie radziły sobie z chorobami i szkodnikami.
I rzeczywiście - nie było takiego marketingu (nie cierpię tego słowa, lecz tu jest użyteczne). Jabłonie rosły co najmniej kilkadziesiąt lat, rodziły co drugą wiosnę - za to obywały sie bez oprysków.
Takie prastare jabłonki rosną jeszcze przy domach w Karkonoszach, a nawet przy niektórych drogach na Dolnym Śląsku. Tylko że jabłek nikt nie zbiera - kto by właził kilka metrów po niewielkie jabłuszka? Zimą wiszą, abstrakcyjnie wyglądając pod śniegiem, jak bombki na nagim drzewie.
No to sobie pozrzędziłam, jak to starzejące się osoby :teach:
Fajne jest to, że przed chwilą pokazało się coś na kształt niebieskiego nieba - i błysnęło słonko. Dobrze, bo bym zapomniała, jak takie zjawisko atmosferyczne wygląda.
Klonik Atropurpureum teraz już naprawdę krwisty





Klonik Sango Kaku - złote listki na rubinowych łodyżkach





Wiśnia piłkowana Sakura - dopiero zaczęła się przebarwiać. A zrzuci z 400 l liści :jeez:



I na koniec - niespodzianka. Dwa słoneczka gazanii

Za tę wiadomość podziękował(a): Aszka, Gabriel, Dorota15, CHI, lucysia

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 09 Lis 2017 17:26 #573987

  • Michał
  • Michał's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Storczykowo zakręcony ;)
  • Posty: 2027
  • Otrzymane dziękuję: 1015
Piękne zdjecia :hearts:

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 09 Lis 2017 20:09 #574017

  • sierika
  • sierika's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Natury nie oszukasz,czyli moje dojrzewanie do eko
  • Posty: 3635
  • Otrzymane dziękuję: 2900
Nie pozrzędziłaś Aniu, napisałaś prawdę, bardzo bolesną niestety i brzemienną w skutki, coraz tragiczniejsze dla świata. Co prawda zagłuszają te prawdy wkoło nas ale to nie zmienia stanu rzeczy.
Kolory w ogrodzie masz przesliczne, jak zwykle u Ciebie, napawaj oczy bo idzie szary czas. Dobrze, że zima mozna sięgnąć do zdjęć.
Za tę wiadomość podziękował(a): Adasiowa, CHI

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 10 Lis 2017 21:39 #574203

  • Gabriel
  • Gabriel's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 1030
  • Otrzymane dziękuję: 1580
Witam po przerwie Aniu :bye:
Z przyjemnością pospacerowałem po Twoim ogrodzie. :)
Azalie i różaneczniki rzeczywiście dobrze się czują w górskim klimacie, zawsze myślałem że są wrażliwe na chłody. :blink:
Czy okrywasz je na zimę? Moje były marne w tym roku, dużo pąków przemarzło.
Widzę, że pięknie kwitły moje ulubione dalie :flower2: . Gratuluję tylu odmian lilii, oglądając prawie czułem ich zapach.
Cedr chociaż mały, już ładnie się prezentuje, mam nadzieję że nadal będzie tak dobrze rósł.
Masz dobrą rękę do egzotyków, kaktus Ci zakwitł :eek3: , nawet cytryny się dohodowałaś :bravo:
Do tego moje ulubione błękity, muszę poszukać tego kupidynka.
Hortensje dorodne, u mnie coś im nie pasuje, daję im w przyszłym roku ostatnią szansę.
Na jakim rosną stanowisku, w jakiej ziemi i czym je nawozisz?
Po obejrzeniu tylu zdjęć, ciężko naraz wymienić wszystko, co wpadło mi w oko.
Bardzo podoba mi się cały ten kolorowy i różnorodny ogród. :hearts:
Podziwiam Twoją energię - dwa zadbane ogrody i jeszcze czas na podróże :woohoo:

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 10 Lis 2017 22:21 #574213

  • Łatka
  • Łatka's Avatar
  • Offline
  • Moderator
  • Posty: 3872
  • Otrzymane dziękuję: 5112
Gabrielu - wszelki duch... :woohoo: :dance:
Ależ się cieszę z Twojej wizyty - bardzo mi brak Twoich zdjęć z stworzonego przez Ciebie niesamowitego zakątka.
Twoje komplementy - jakże miłe - przyjmuję i interpretuję jako takie, czyli - grzeczność dobrze wychowanego mężczyzny ;) Jedyne, co odpowiada rzeczywistości, to że ogród jest kolorowy, by nie rzec: pstrokaty :lol: . Taki ładuje mnie energią, w takim mogę upchać jak najwięcej odmian, nic to, że ktoś powie, iż bez ładu i składu.
Postaram się powoli odpowiedzieć na twoje pytania:
Większość różaneczników w ogóle nie jest wrażliwa na temperatury przeciętnej polskiej zimy, nawet górskiej zimy, przeciwnie - im więcej śniegu, tym lepiej zimują. Pąki kwiatowe obmarzły mi (u niektórych) jeden jedyny raz, pamiętnego stycznia 2011, gdy to mróz dochodził do -35 stopni. Okrywałam kiedyś młode krzewy,agrowłókniną, lecz nie przed mrozem, a przed atakami jeleniowatych. Teraz z tej przyczyny owijam Praecoxa, bo on rośnie przed płotem i dwie zimy temu ponownie sarny pożarły wszystkie pąki kwiatowe. A tak to tylko Goldbukett i Chiffon Creme, bo są rzeczywiście wrażliwsze.
Lilie to mój chyś od zawsze - a aktywnie od 20 lat. Dalie - chysiem się stają, niestety. :oops: Nic na to nie poradzę, moje rośliny muszą kwitnąć dużymi, kolorowymi kwiatami. A najlepiej - mocno pachnieć przy tym.
Ten cedr, o którym wspominasz, to dzidziuś, mam zamiar go osłaniać, póki się da. Przed miejskim domem mam taki sięgający do dachu domu - nastolatek, ale atlaski, a one są znacznie wytrzymalsze.
Ja mam wielka słabość do flory śródziemnomorskiej... w ogóle do tamtych klimatów. A co do błękitów - podajemy sobie rączki.
Hortensje ogrodowe nastały u mnie trochę z musu - bo nie wiadomo kiedy wyrosły mi dwa dość potężne drzewa, magnolia Yellow River i śliwa Pissardi - i słońcoluby posadzone w tamtym miejscu "wypadły". Za hostami nie przepadam - wbrew ogólnemu trendowi. No to... hortensje. Ziemię mam bardzo ciężką, naturalnie lekko kwaśną, gliniastą - lecz to akurat hortensjom jakoś nie wadzi. Nawożę "magiczną Siłą" barwiącą - i psimi kupkami od czasu do czasu, to jedyny "obornik", który moich łaciatych nie interesuje :happy:

Ewuniu - dzięki za słowa zrozumienia, miło czuć, że i inni myślą podobnie.
Co do burości - mam to szczęście, że mogę uciec w góry, a tam pięknie jest zawsze, absolutnie zawsze. I to mnie trzyma nad krawędzią czarnej dziury , od lat.
Na razie robót miejskich cd, w przerwach między deszczem starałam się uporządkować taras, wygrzebałam begonie i zniosłam do piwnicy bulwki, z cytryną, oleandrem i oliwką jeszcze czekam, najdłużej, jak się da, póki nie nastaną ujemne temperatury nocą. Agapanty mogą stać dłużej, a kamelia - chyba całą zimę, tylko ją trochę opatulę.Zaczęłam rozsypywać korę,by osłonić wychodzące cebulowe - już nawet nie przed zimnem, ale przed wiadomymi łapami :hammer: . Przygięłam grubsze pędy Alchymista - mają po prawie 3 m, kwiaty na tej wysokości to nie na mój marny wzrok :search: . I tak powolutku można by kończyć sezon, gdyby nie liście - moje lipy dopiero zaczęły żółknąć! A to największe "śmieciuchy" ze wszystkich - i zrzucają liście na trawnik, więc nie ma zmiłuj...
Ostatnio zmieniany: 10 Lis 2017 23:04 przez Łatka.
Za tę wiadomość podziękował(a): Gabriel, Dorota15

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 10 Lis 2017 22:39 #574220

  • Gabriel
  • Gabriel's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 1030
  • Otrzymane dziękuję: 1580
Aniu, jesteś zdecydowanie zbyt skromna :)
Dziękuję za odpowiedzi. Wygląda na to, że posadziłem zbyt wrażliwe odmiany. Te starsze kwitną niezawodnie.
Muszę spróbować tej "magicznej siły", bo naturalnego nawozu niestety nie posiadam :happy:
Za tę wiadomość podziękował(a): Łatka, CHI

Rozszczepiona jaźń i psy ogrodnika 12 Lis 2017 08:51 #574361

  • Anna96
  • Anna96's Avatar
  • Offline
  • Platinum Boarder
  • Posty: 897
  • Otrzymane dziękuję: 898
Aniu, klonik pięknie się wybarwił. Moje w donicach powędrowały pod dach, zgubiły liście...zastanawiam się gdzie je posadzić.
Alchymist dobrze że przygięłaś, kwiaty wyglądają rewelacyjnie jak zakwitną. Róża wizualnie wygląda jak ogromny kolorowy bukiet.
Za tę wiadomość podziękował(a): Łatka

Moderatorzy: Adasiowa, Dorota15
Wygenerowano w 0.299 sekundy
Zasilane przez: Kunena Forum